czyli między słowami a pikselami

Miesiąc: listopad 2025

Kurt Vonnegut ,,Kocia kołyska”

,,Trzymajcie się z dala od człowieka, który pracował w pocie czoła nad rozwiązaniem jakiejś zagadki, rozwiązał ją i stwierdził, że nie jest mądrzejszy niż przedtem – powiada Bokonon. – Przepełnia go bowiem mordercza pogarda do ludzi, którzy są równie głupi jak on, ale nie doszli do swojej głupoty równie ciężką pracą”.

,,Kocią kołyskę” Kurta Vonneguta, opublikowaną w Polsce po raz pierwszy w 1963 roku, skończyłam czytać prawie miesiąc temu. I chociaż stos książek proszących o uwagę rośnie, to cały czas wracam do niektórych fragmentów, kartkuję, analizuję zaznaczone zdania – słowem – siedzi we mnie ta ,,Kocia kołyska”, towarzyszy mi nad wyraz często i nie mogę się z nią na dobre rozstać.

Zacznę od tego, że uwielbiam narrację pierwszoosobową, która tworzy ten magiczny pomost między narratorem a czytelnikiem. Już w pierwszych zdaniach przedstawia się nam John, który postanawia napisać książkę ,,Dzień, w którym nastąpił koniec świata”, dokumentującą, co robili wybitni Amerykanie w dniu, w którym zrzucono pierwszą bombę atomową na Hiroszimę. W tym celu nawiązuje kontakty i przeprowadza rozmowy z osobami z otoczenia nieżyjącego naukowca Feliksa Hoenikkera – laureata nagrody Nobla w dziedzinie fizyki i  jednego z twórców bomby atomowej oraz tajemniczej substancji określonej jako lód-9. John koresponduje z synem naukowca – Newtem. Później pozna pozostałe dzieci Feliksa Hoenikkera – Angelę i Franka, których Newt opisuje w liście.  

John udaje się do Laboratorium Badawczego Towarzystwa General Forge and Foundry w Ilium i przeprowadza wywiad z jego szefem – Asem Breedem. W wyniku dalszych okoliczności wyrusza na wymyśloną wyspę San Lorenzo, gdzie rządzi ,,Papa” Monzano, dyktator, który chce stworzyć utopię. Na wyspie John poznaje nową religię, czyli bokononizm, który głosi między innymi, że małe kłamstwa, nadają życiu sens. W dalszej części powieści uczestniczy w nieoczekiwanym splocie zdarzeń, związanych z wymknięciem się lodu-9 spod kontroli i jest świadkiem katastrofy.

Postać Felixa Hoenikkera była wzorowana na prawdziwych naukowcach: J. Robercie Oppenheimerze (który w rzeczywistości stworzył bombę atomową, ale w przeciwieństwie do Hoenikkera, czuł się załamany po zbombardowaniu Japonii) i Irvingu Langmuirze (beznamiętnym chemiku, laureacie Nagrody Nobla, który również pracował nad zasiewaniem kryształków lodu).

,,Kocia kołyska” łączy ze sobą politycal fiction, religię satyrę i fantastykę. Porusza ważny problem odpowiedzialności w tworzeniu wynalazków czy nowych techologii, a także drwi z utopii, z właściwą dla Vonneguta groteską, czarnym humorem i ironią.

Atutem narracji Vonneguta jest to, że prowadzi z czytelnikiem ciekawą rozmowę, prowadzącą do różnych wniosków i przemyśleń. Jak zwykle stawia pytania i jak zwykle nie ocenia. Dzięki temu trafia do czytelnika dużo bardziej niż poprzez moralizatorskie tony. Sprawom poważnym i trudnym towarzyszy humor, który tylko pozornie ma rozładować napięcie, w gruncie rzeczy potęgując absurd sytuacji.

,,Ku swojej wiecznej chwale i ku naszej wiecznej hańbie dzieci umierają, jak przystało na mężczyzn, umożliwiając nam w ten sposób męskie świętowanie patriotycznych uroczystości. Ale nie zmienia to faktu, że są zamordowanymi dziećmi. […] Możliwe, że obchodząc rocznice wojen powinniśmy rozbierać się do naga, malować się na niebiesko i przez cały dzień chodzić na czworakach, chrząkając jak świnie. Byłoby to na pewno właściwsze niż wzniosłe przemówienia i defilady sztandarów i dobrze naoliwionych armat”. (s. 195)

Vonnegut zmusza do refleksji, jaką rolę odgrywa narracja w tworzeniu sensu w świecie post-prawdy? Osobą, która przychodzi mi na myśl w kontekście podobieństw treści i formy jest Woody Allen, szczególnie jego ,,Bananowy czubek” czy ,,Purpurowa róża z Kairu”. To jest oczywiście bardzo luźne porównanie, ale zauważam różne analogie. Swoją drogą, ciekawe czy ci dwaj amerykańscy twórcy, mieszkający w tym samym czasie w Nowym Jorku, kiedykolwiek się spotkali? Co prawda, Vonnegut nie żyje od 18 lat, ale Allen, który obecnie liczy 90 i urodził się 13 lat po Vonnegucie, miał szansę poznać a może nawet zainspirować się jego stylem? Kto wie?

,,Od czterech tysięcy lat albo dłużej dorośli splatają zawiłe pętle ze sznurków przed nosem swoich dzieci. […] – Nic dziwnego, że dzieci wyrastają potem na wariatów. Kocia kołyska to tylko kilka iksów ze sznurka pomiędzy czyimiś palcami i dzieciak patrzy, i patrzy na te iksy… – I co? – I nic. Nie ma żadnego cholernego kota, żadnej cholernej kołyski”. (s. 129)

Fragmenty pochodzą z książki wydanej w 1994 – Wydawnictwo Da Capo, przełożył Lech Jączmyk.

Jesień w dźwiękach i obrazach

Jesień to dla mnie wyjątkowo korzystny czas na częste spotkania z dobrą książką, muzyką czy filmem. Nieodzownym atrybutem staje się ciepła herbata i koc, a pochrapywanie dochodzące spod koca, przypomina o obecności czworonożnego towarzystwa, pełniącego dodatkowo funkcję grzejnika. Krótki dzień i niesprzyjające warunki atmosferyczne usprawiedliwiają mniejszą aktywności w ogrodzie. Szare dni potrafią chwytać w pułapkę smutku, lecz widok natury obleczonej w złoto i czerwień wzbudza zachwyt. Nawet jeśli wieje i leje, ciepło kominka przynosi ulgę i wytchnienie, a wieczorne spacery po cmentarzu, wywołują nostalgię i wspomnienia. A więc listopad. Z otwartymi ramionami witam czas pozytywnego spowolnienia.

,,Światła miasta” wczoraj i dziś

Jest trochę jak 25 lat temu na płycie Grammatika: ,,Ja stanąłem, ale świat dalej pędził”. Świat pędzi nadal i pewnie zawsze tak będzie, ale mimo to, uważam, że prawdziwa sztuka powinna być odporna na ten pęd i zmienność trendów. Wydana 30.10.2020 płyta ,,Światła miasta” należy do sztuki ponadczasowej i w moim rankingu od ćwierć wieku jest w absolutnej topce. To jedna z najważniejszych, jeśli nie najważniejsza płyta mojego życia. Stanowi dowód, że nieśmiertelność idzie w parze z jakością. Wiem, że nie wszyscy ludzie zadowalają się bylejakością. Bylejakość oczywiście jest bardziej nośna i zauważalna. Ktoś robi karierę na sprzedawaniu całej dupy w Internecie, inny na ośmieszaniu się niewiedzą w reality show, ktoś pobije się za grube pieniądze, a ktoś inny zapomni założyć bielizny na ważny event. Ludzie o wątpliwej reputacji i nieciekawej przeszłości stają się idolami mas. Autorytety nie szokują, są spokojne i nie rozpychają się łokciami. Wiedza ginie w krzyku populizmu. Od samozwańczych ekspertów dowiesz się, jak żyć i co myśleć, bo może sam nie potrafisz. To się klika, to się promuje i to robi zasięgi. To się po prostu sprzedaje.

Być czy mieć?

Na drugim biegunie są odbiorcy, którzy szukają innego kontentu, czegoś wartościowego, użytecznego, pomocnego, rozwijającego. Głodni wiedzy, podpartej badaniami, przekazywanej przez ciekawych, mądrych ludzi. Dyskutujący na ważne tematy, z pasją, zainteresowaniami, ambicjami. Dążący do realizacji wyznaczonych celów. Naprawdę takich odbiorców jest wielu. Zmierzam do tego, żeby nie pozwolić rozmienić się na drobne dla chwilowego zysku, a skupić na posiadanych talentach i poprzez rzetelną pracę konsekwentnie budować swoją markę. Tak, jestem idealistką. Nie, nie jestem naiwna. Takie podejście najpewniej nie zagwarantuje natychmiastowego sukcesu, zasięgu i szybkiego zysku, ale pieniądze to nie wszystko. Oczywiście jest wiele wartościowych rzeczy, które się przebiły, osiągają wysokie zyski i chciałabym, żeby co do zasady zawsze tak było. Pieniądze nie są rzeczą, za którą warto sprzedać swoją wolność, godność, szacunek i ideały (jeśli je mamy). Za Lennonem powtórzę, że możesz powiedzieć, że jestem marzycielem, ale ja wiem, że nie jestem jedyna.

,,Przejście [25EP]”, czyli jakość jest w cenie

Jakość i ponadczasowość słychać również na płycie ,,Przejście [25EP]”, za którego produkcję odpowiada Ajron, a która w Internecie robi niemałe zamieszanie. Takie sukcesy napawają mnie optymizmem. Krążek dostępny w przedsprzedaży najnowszej płyty Pezeta ,,Muzyka Popularna”, od czwartkowego wieczoru brzmi na głośnikach mojego samochodu. ,,Przejście” to zbiór archiwalnych nagrań, odnalezionych po latach na starych dyskach i poddanych świeżemu, współczesnemu miksowi. Tylko ostatni, szósty utwór ,,Wołanie”, promujący album, powstał w 2025 roku z gościnnym udziałem Eldo. Idealnie wkomponowany w klimat płyty, stanowi jej dopełnienie. To jest dobra rzecz. To jest rzecz, którą warto polecić, co też czynię.