,,Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie”.

John Donne

Początkowo powieść Ernesta Hemingwaya o wojnie domowej w Hiszpanii miała mieć tytuł ,,Kraj nieodkryty”. Po natrafieniu na przytoczone wyżej motto siedemnastowiecznego poety Johna Donne’a w antologii ,,The Oxford Book of English Prose”, wybór padł na ,,Komu bije dzwon”. Stało się tak, ponieważ współzależność życia wszystkich istot ludzkich silnie koresponduje z problematyką powieści Hemingwaya.

Rada nagrody Pulitzera na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, uznała, że jest to najlepsza książka roku 1940. Jednak przewodniczący rady, rektor N. M. Butler, wyraził sprzeciw i przekonywał, aby nie wiązać uniwersytetu z nagrodą dla ,,tego rodzaju książki”. W konsekwencji, za rok 1940 – nie przyznano nagrody Pulitzera.

Zatem jakiego rodzaju i o czym jest książka ,,Komu bije dzwon”?

Hiszpania w rejonie Segowii, rok 1937. Źródłem akcji jest wojna zaczepna armii republikańskiej w górach Guadarrama, przeprowadzona do odciążenia frontu baskijskiego, na którym trwał nieustanny atak rebeliantów generała Franco, wspieranych przez niemiecką artylerię i lotnictwo, uderzające na Bilbao. Wojna domowa w Hiszpanii, w kraju tak bliskim sercu Hemingwaya, wzburza go i wywołuje zdecydowaną reakcję. Pisarz publikuje liczne artykuły o konieczności przeciwstawiania się faszyzmowi, organizuje i wspiera zbiórki na rzecz wojsk republikańskich, jest uczestnikiem i korespondentem wydarzeń, które dzieją się w Hiszpanii. Wojna domowa to również obraz gwałtownych zmian społecznych i politycznych, wychodzących daleko poza hiszpańskie granice i wieszczących wybuch II Wojny Światowej.

,,Problem pisarza się nie zmienia. – mówił podczas II Zjazdu Pisarzy Amerykańskich 4 czerwca 1937 roku – Stanowi go zawsze pisanie prawdy i odkrywanie prawdy […] Istnieje tylko jeden system rządów, który nie może wydać dobrych pisarzy, a systemem tym jest faszyzm”.

Postaci wokół, których zbudowana jest akcja, wierzą w Republikę i są zdeterminowane, by o nią walczyć. Metody po jakie sięgają, a o których dowiadujemy się m.in. z opowieści Pilar, jednej z głównych bohaterek, ukazują tragizm sytuacji, w której sąsiad morduje sąsiada. O tym, kto jest po której stronie, często decyduje przypadek, a zdefiniowanie człowieka jako faszystę czy antyfaszystę, wcale nie jest takie oczywiste. Widzimy zwykłych ludzi, podzielonych, ustawionych na dwóch skrajnych biegunach w kategorii: przyjaciel albo wróg. Psychologia tłumu, która doprowadza do zbiorowej brutalności i bezwzględności. Gorzka refleksja o tym, co się stało, przychodzi po fakcie i nie do każdego. Opis sytuacji i ludzi, których wczoraj mijano na ulicy, u których robiono zakupy, by kolejnego dnia zabić ich bez litości, wywołują piorunujące wrażenie.

Zbudowanie atmosfery nienawiści i wrogości, podziału na my i oni, nasi i obcy. Ale to już było. Doprawdy? Tylko czy dziś możemy powiedzieć, że są to obrazy, które na pewno nigdy się nie powtórzą? Czy Europa, Ameryka, świat radzą sobie z niepokojącymi, coraz bardziej skrajnymi nastrojami społecznymi w obliczu ogromnych wyzwań, jakim są konflikty zbrojne, migracje i zachwiane poczucie bezpieczeństwa?

I znów wracam do Milana Kundery. Nie, nie odrobiliśmy lekcji historii i nigdy nie odrobimy, bo historia nie jest nauczycielką życia. Wszystkie zdarzenia dzieją się bez powtórzeń , każda sytuacja jest inna, a nawet jeśli podobna, to przecież nigdy nie mamy pewności, które rozwiązanie będzie tym właściwym. Delikatnie mówiąc, stawia nas to na straconej pozycji. Co zrobić z tą wiedzą? Na co liczyć?

Może najgorsze nieszczęścia akurat mnie ominą? Może nie będę w sytuacji, która będzie wymagała podjęcia decyzji z kategorii imperatywu moralnego? Może mi się uda uniknąć konfrontacji z wojną? A może nie i jedyną słuszną drogą będzie, jak w przypadku Roberta Jordana, zdecydowane określenie, po której stanąć stronie. Mimo wątpliwości, być wiernym swoim przekonaniom i widzieć sens tego, w czym się uczestniczy. Umieć wytłumaczyć sobie, że życie jest tylko na chwilę i nie trzymać się go kurczowo za wszelką cenę. Nie być tchórzem i zachowywać się z godnością, nawet gdy sprawy przyjmą zły obrót. Proste? W teorii wszystko jest proste.

Odczytuję ,,Komu bije dzwon” jako powieść głęboko zmuszającą do refleksji. Przede wszystkich do zastanowienia się nad sensem wojny. ,,[…]w toku walki ci, którzy przeżyli i spisywali się dobrze, wkrótce wyzbyli się czystości uczuć. Już po pierwszych sześciu miesiącach” (s. 292). Po drugie nad sensem dzielenia ludzi na tych absolutnie dobrych i bezwzględnie złych, czarnych i białych, poprawnych i niepoprawnych; nad moralnym prawem do szczucia na siebie nawzajem.

Hemingway kreśli ciekawe charaktery. Ogromną sympatię zyskuje u mnie stary Anselmo, lojalny, wierzący w siłę edukacji jako wali ze złem, rozumiejący sens dyscypliny żołnierskiej i swojej walki.

W książkach Hemingwaya zawsze widzimy zwykłego człowieka, postawionego w niezwykłej sytuacji, w której musi odkryć, jakimi zasadami się kieruje, czy umie zdobyć się na heroizm, podjąć walkę, a nawet postawić na szali swoje życie, jeśli sprawa tego wymaga.

Z drugiej strony, poczucie obowiązku, odpowiedzialność i wykonywanie rozkazów brzmią mężnie i bohatersko, dopóki nie zestawimy ich z motywacją faszystów. Nagle ci dobrzy i ci źli wcale tak bardzo się nie różnią. Niejasna motywacja Roberta Jordana, to jeden z głównych zarzutów ze strony krytyków książki.

W gruncie rzeczy możemy dojść do wniosków, które sformułował Michaił A. Bakunin, że ,,wykonywanie władzy deprawuje, podleganie władzy upokarza”. Nie chodzi o krzewienie anarchizmu. Robert Jordan, który zgłasza się na ochotnika do wysadzenia mostu, w walce przeciw rebeliantom Franco, nie bierze pod uwagę, aby mógł nie wykonać powierzonego mu zadania. Liczy się z tym, że okoliczności mogą doprowadzić do niepowodzenia akcji, ale to go nie powstrzymuje, bo rozkaz to rozkaz. Czy podjęcie walki, która w jego odczuciu jest skazana na porażkę, to nie absurd? Robert wie, że absurdem jest całe życie. Rzecz w tym, aby nadać mu sens.

W 1954 roku na Hemingwaya czeka najwyższe literackie wyróżnienie – nagroda Nobla. Szwedzka Akademia wymienia: ,,potężne, stylotwórcze mistrzostwo współczesnej sztuki narracyjnej”, ,,heroiczny patos”, ,,świadomość życia” i ,,męskie umiłowanie niebezpieczeństwa i przygody”.

Jeden z powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę: Niech wiedza i edukacja, zgodnie z filozofią Anselma, stanowią antidotum na wszechobecną nienawiść i agresję. Niech leczą je w zarodku, zanim brat zacznie zabijać brata. Od tego wcale nie jest tak daleko, jak mogłoby się wydawać.

Polecam szczególnie wydanie Biblioteki Narodowej z przekładem Bronisława Zielińskiego, przyjaciela pisarza oraz z doskonałym opracowaniem Leszka Elektorowicza (żołnierza AK, którego biografia i dorobek literacki jest warty zapoznania). Przeczytacie w nim ponad 90 stron o życiu Hemingwaya, jego twórczości, tle historyczno-społecznym powieści, pierwszym zakończeniu książki, które pisarz jednak zmienił oraz wielu innych ciekawych wątkach.

Przeto nigdy nie pytaj, po prostu przeczytaj.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 15.08.2025 na Facebooku.