czyli między słowami a pikselami

Miesiąc: czerwiec 2026

Eliza Kącka ,,Wczoraj byłaś zła na zielono”

Dlaczego byłam zła nie tylko na zielono?

Dowiedziałam się, że pewna autorka napisała książkę o sobie i swoje córce w spektrum autyzmu. Książka się spodobała, zrobiła niemałe zamieszanie na rynku wydawniczym, zebrała świetne recenzje wśród czytelników i krytyków oraz zgarnęła kilka ważnych nagród w tym ,,Nike 2025″.

Najpierw byłam zła i to nie tylko na zielono. Zła, że Ącka (tak, Ącka) ukradła mi temat, że wydarła mi tyle wspomnień, opisała moje/nasze doświadczenia, że oczywiście dzielą nas różne historie, miejsca, ludzie, których spotkałyśmy po drodze, ale generalnie czytam i mam nieodparte wrażenie, jakby ktoś wkradł się do mojego zahasłowanego pliku, do moich odręcznych notatek, a najbardziej do mojej głowy, bo przecież więcej spraw pozostawiłam niezapisanych. Tych spisanych zgromadziłam tak naprawdę niewiele. Nie umiałam znaleźć im właściwych słów, zebrać myśli, nazwać, opakować w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a gdy emocje opadły to często nie miałam siły ani chęci, żeby znów to analizować, wracać,  opisywać. Grzebać w czymś, co zdawało się odłożone grzecznie w przeszłości do szuflady spraw zamkniętych albo chociaż odroczonych.

I wtedy weszła ona, cała na biało ze swoim ,,Wczoraj byłaś zła na zielono”. Czytałam w papierze, ale głównie słuchałam audiobooka, który czytała sama autorka. To dla mnie zawsze wartość dodana do lektury. I w miarę jak słuchałam przestawałam być zła a zaczęłam czuć podziw i wdzięczność. Szczerze mówiąc ta podkoloryzowana na początku ,,złość” minęła zaraz po pierwszych stronach, bo już wstęp rozłożył mnie na łopatki. Potem było jeszcze ciekawiej.

Dlaczego jestem wdzięczna za tę książkę?

Po pierwsze uświadomiłam sobie, że temat nie jest i nigdy nie będzie wyczerpany, a historia wcale nie kończy się na ostatniej stronie. Ani dla mnie ani dla niej.

Po drugie, że nigdy nie napiszę takiej książki. Żadnych umizgów i fałszywej skromności, po prostu w tej chwili wydaje mi się to za duży kaliber emocjonalny, że o zebraniu się w sobie, żeby stworzyć jakąś sensowną treść z początkiem i końcem nie wspomnę. Nie wiem, co miałoby być początkiem, a co końcem. Dziś nie potrafię tego objąć w żadne ramy.

Po trzecie, przepiękny styl pisarki, plastyczność nadawania kształtu obrazom, które ja w werbalnym przekazie umiałabym pokazać, co najwyżej jak rozmytą akwarelę. Z moją skłonnością do rozwlekania zdań, do dłużyzny. Tam z kolei jest barwa. Konkret. Żadnych zbędnych słów, żadnego użalania się, obwiniania świata. Matka, która próbuje zbliżyć się do świata córki, jednocześnie chroniąc ją i przygotowując na nieuniknioną konfrontację z tym, który ją otacza. Stąpanie po linie bez zabezpieczeń. Stąpa, bo czuje, że tak trzeba. Idzie dzielnie z córką za rękę, bo uznaje to za swoją powinność.

Jest cichą bohaterką, chociaż sama tak o sobie nie pisze, a czasem wydaje się być sama przed sobą niewystarczająca. To są bardzo dotykające mnie fragmenty. Tak bardzo ją rozumiem, tak bardzo chcę ją wziąć za rękę i powiedzieć, że nie jest z tym sama. Ona, ówczesna doktorantka na uniwersytecie, zostaje rozegrana przez dziewczynki z piaskownicy. Cała edukacja, wszystkie mądre książki i eseje odchodzą na bok, gdy od kilkulatki pada pytanie: ,,Czy ona jest normalna?”.

Po czwarte nie uwierzyłabym, że można równie mocno odczuć czyjąś osobistą historię i móc tak bardzo porównać ją do swojej. Że cudza rzeczywistość w tej materii, mimo, że odmienna, może być dla mnie tak znajoma, podobna i bliska.

Każdy z nas jest książką

Nie każdy ma dar nazywania i opisywania rzeczy takimi, jakimi są czy też takimi, jakimi się wydają. Nie każdy z nas jest pisarzem. Nie każdy z nas chce opowiadać swoją historię. Bywa, że najważniejsze zdania to te, które zostają niewypowiedziane. A czasem potrzebujemy przeczytać u kogoś naszą historię, aby wyzbyć się poczucia wyalienowania i osamotnienia.  

Jestem przekonana, że każdy człowiek, bez wyjątku, niesie własną książkę w swoim przyciężkim plecaku. Kaliber lektury może być różny. Każde życie to gotowy temat na dramat, komedię, thriller, nowelę, esej, poezję czy fantastykę, czasem wszystko na raz. Nawet jeśli nie potrafimy się sami opowiedzieć. W mniejszych i większych proporcjach, z różnymi domieszkami, stanowimy gatunek synkretyczny. Ktoś powie, że jego historia jest ważniejsza, trudniejsza, bardziej skomplikowana. Nikomu nie odbieram prawa odczuwania tego, co mu bliższe. Sama piszę bardzo subiektywnie, nie siląc się na reporterski ton. To nie moja bajka i nie moja półka.

Gdybym była dziennikarką, pisałabym pewnie, jak ten facet z filmu ,,Marley i ja”, licząc na to, że mój szef będzie to akceptował i dopingował mnie do napisania kolejnego felietonu, w którym przemycę prywatę. Natomiast ,,Wczoraj byłaś… ” to jest ,,moja” książka, to ,,moja” historia i dorzucam ją do swojego plecaka, jak bardzo ciężki by nie był.

Zapiski z zeszytu

W zeszycie, po skończeniu lektury, napisałam skojarzenia dotykające przeszłości:

,,Te same ubrania, przeplatane tymi samymi potrawami. Te same ścieżki, przecinające te same książeczki, bajki i zabawki. Te same rytuały, chodzące w parze z tymi samymi zdaniami. Te same pytania, kroczące z tymi samymi klockami. Ta sama obojętność na kontakt z innymi dziećmi. Ten sam bunt i wybuchy gniewu, gdy ktoś chciałby wziąć wiaderko w piaskownicy. Te same rzeczy, te same postacie z bajek, te same kolory, te same słowa. Dzieciństwo, które ewoluuje, ale na trwale zapisuje się w pamięci. Doświadczenia, które pozornie umykają. Szuflady wypełnione rysunkami, liczone w ryzach papierów. Szuflady, które od dawna były zamknięte na klucz. Otworzyła Kącka”.

Dodam, że do tej kolekcji dochodzą dziś inne szuflady, inne rytuały, inne wyzwania, inne zmartwienia, zachowania i pytania. Jeden rozdział się kończy, drugi zaczyna. Historia się pisze.

Wracam do ,,Nike”

Książka Elizy Kąckiej otrzymała w zeszłym roku podwójną nagrodę ,,Nike” – od jury i od czytelników. To wielkie wyróżnienie i ogromny powód do dumy. To pozycja, która z powodów osobistych zawsze będzie miała na mojej półce szczególne miejsce.

Jestem szczęśliwa i wdzięczna, że powstała i może trafić do szerokiego grona odbiorców. Zarówno tych, którzy znają temat spod własnej strzechy, jak i tych, który nie mieli z nim nigdy do czynienia, chociaż o to statystycznie coraz trudniej. Doceniam szczególnie jej autentyczność, nie nakładanie filtrów poprawności, nie obwinianie świata i na pewno nie próbę dostosowania otoczenia do innego sposobu myślenia dziecka.

Rzeczywistość autorki i jej córki, to nie jest walka przeciw całemu światu, to raczej próba mądrej symbiozy. To systematyczne i nieugięte szukanie nowych ścieżek, mimo rytualnego wydreptywania dotychczasowych. Nieustanna praca nad komunikacją i chęć poznania innego sposobu widzenia, nawet jeśli to piekielnie trudne. To kontakt z przyrodą i naturą, z którą Ruda tak dobrze się rozumie.

Neuroróżnorodność

Nagroda od czytelników nie pozostawia żadnych wątpliwości. Chyba nie ma dla autora większego wyróżnienia. A jak było z nagrodą od jury? Czy słusznie uhonorowaną tę książkę, bo jest wybitna i warta tej nagrody czy też dlatego, że udało jej się akurat wstrzelić w modny temat neuroróżnorodności? To nie jest żaden zarzut czy pretensja. Zwyczajnie, z wrodzonej ciekawości, stawiam pytanie. Ktoś powie: po co? Uważam, że w żadnej materii nadmiar nie jest wskazany i może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Próby dopasowania się do aktualnych trendów i modnych haseł takich jak neuroróżnorodność, mogą odnieść odwrotny skutek od zamierzonego. Zamiast przybliżać, można skutecznie zniechęcić odbiorcę do zagłębienia się w temat. Ale nie w przypadku tej książki. Siłą ,,Wczoraj byłaś…” jest jej autentyczność i ucieczka od dawania złotych rad, których… nie ma.

Czasem pozostaje nam intuicja, uważność, działanie zgodnie z wewnętrznymi przekonaniami, posłuchanie wewnętrznego głosu, obserwowanie, upadanie, podnoszenie się, upadanie, dwa kroki w przód, jeden do tyłu. Nikt nie da nam gotowego rozwiązania, co robić. Nawet jeśli mamy mądrych ludzi wokół siebie, lekarzy, specjalistów, rodzinę to przecież oni też nie są wszechwiedzący, nie dadzą nam odpowiedzi na wszystkie pytania i skutecznego rozwiązania każdego problemu.

Warto słuchać, ale warto przy tym nie wyłączać swojego serca i rozumu, które niestety też błądzi jak we mgle i które się uczy na błędach. To jest coś, z czym się utożsamiam i co po tej książce zostaje ze mną najbardziej. 

List w butelce

Otrzymała Pani Nike i chociaż ta wiadomość najprawdopodobniej do Pani nie dotrze, a na pewno nie wprost, bo to by było zbyt proste, to chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że wiem, jak się Pani czuła, nawet, gdy dzielnie czytała Pani fragmenty swojej książki, które powodowały u mnie retrospekcje i łzy. Była Pani silna i odważna, ale ja jestem słaba i pozwoliłam sobie płakać za nas obie. Jak przy tej szkolnej łazience, którą też doskonale pamiętam i na placu zabaw, i na tych samych ścieżkach pokonywanych w tej samej kolejności i z tym samym rytuałem zerwania kwiatka do spacerówki, i na porodówce, z której mogliśmy nie wyjść. Nie chcę spłycać niczego do kilku rzuconych na prędce przykładów. Chcę tylko powiedzieć, że intuicyjnie wyczuwałam momenty, w których Pani głos się zmieniał i powodował, że chciałam Panią przytulić. Tak zwyczajnie. Nie jako wspaniałą pisarkę, która zasłużenie otrzymała podwójną ,,Nike”, nie jako intelektualistkę, która do swoich sukcesów doszła ogromną pracą, wysiłkiem, pobudkami o trzeciej w nocy, ale jako dziewczynę, której nikt nie powiedział, co ją czeka, co ma robić i której nikt nigdy nie da gwarancji, że wszystko dobrze się ułoży. Jakoś się oczywiście układa, bo życie pisze się dalej. O Was, o nas, o innych. Z tymi i innymi wyzwaniami. W oficjalnych publikacjach, w prywatnych zapiskach, w nieutrwalonych zdaniach. Niech fabuła codzienności przynosi szczęśliwe zakończenia, a rozdziałów niemocy i zwątpienia będzie znacznie mniej niż tych niosących radość i nadzieję. Tego z całego serca Ci życzę Pingwin i Rudej. I wszystkim Pingwinom i wszystkim Rudym na świecie.

Wiesław Myśliwski ,,Traktat o łuskaniu fasoli”

,,Młodym zawsze się wydaje, że zbudują nowy, lepszy świat. Wszystkim młodym. […] A i tak wszyscy zostawiają po sobie taki świat, że nie chce się na nim żyć”.

,,Nike” sprzed chwili

29 marca, w wieku 94 lat, odszedł Wiesław Myśliwski, pisarz, gigant polskiej literatury, dwukrotny laureat Nagrody Literackiej „Nike”. Świat książki żyje dziś nominacjami do tegorocznych nagród. Niedawno opublikowano listę 20 nazwisk i tytułów branych pod uwagę w wyścigu o ,,Nike”. Na ogłoszenie werdyktu jeszcze chwilę poczekamy, natomiast dziś pragnę zaprosić w podróż do przeszłości z uhonorowaną w 2007 książką ,,Traktat o łuskaniu fasoli”. Myśliwski został opisany jako „twórca, który czerpiąc ze źródeł chłopskiego doświadczenia i chłopskiej mowy żywej, wpisuje swoje kreacje w krąg uniwersalnych praw i prawd o świecie i ludzkiej egzystencji”.

Po śmierci mistrza, media społecznościowe zaczęły pękać w szwach od cytatów pochodzących z jego książek, spotkań i wywiadów. 30 marca wysłuchałam w programie 3 polskiego radia bardzo ciekawe wspomnienia redaktora Nogasia i zaproszonych gości oraz fragmenty wypowiedzi Wiesława Myśliwskiego, które traktowały o literaturze, o życiu, o tym, jakim był człowiekiem. To, co wyróżnia Myśliwskiego, to niesamowity dar puentowania, podsumowania obszernego opisu, jednym trafnym zdaniem, jedną złotą myślą, którą moglibyśmy zakreślić ,,ku pamięci”.

Co ze mną zostanie po lekturze?

Zadziwienie, że można prowadzić tak monotonny monolog, uśpić czujność czytelnika i zaatakować emocjonalnym wstrząsem opisu zdarzeń, przedmiotów i ludzi. Wbić w głowę kapelusz, pudełko zapałek, nauczyciela muzyki, spawacza, siostrę, ojca, przypadkowe spotkanie z mężczyzną w kapeluszu, kobietę, z którą próbuje się ciastek, wojenne doświadczenia, powojenną rzeczywistość, czułość i szacunek narratora do zwierząt, do przyrody. Te i wiele innych obrazów zamkniętych w spokojnej, miarowej opowieści, w rytmie łuskania fasoli. Nade wszystko zostanie jednak spotkanie z nieznajomym, któremu Myśliwski nie daje głosu wprost, ale którym działa na wyobraźnię czytelnika, otwierając nieograniczoną możliwość interpretacji, kim zacz jest. Oczywiście każdy z nas, może mieć swoje zdanie na ten temat, ale jednak nuta tajemnicy i niepewności zostaje utrzymana do końca. Zostają pytania: Dlaczego tak? Dlaczego w tym momencie? W jakim celu? I jak zakończy się to spotkanie? I cytaty. Wiele cytatów. Nie sposób przywołać wszystkich które zaznaczyłam, ale chociaż kilka.

Cytaty

,,[…] Wolność to tylko słowo, jak wiele takich słów. Nie znaczą, co chciałyby znaczyć, bo to niemożliwe. Za wysoko mierzą i dosięgły złudzeń. I nie ma się co dziwić, skoro całe nasze życie to jedno pasmo złudzeń. Kierują nami złudzenia, powodują nami złudzenia. Złudzenia nas pchają, wstrzymują, wyznaczają nam cele. Rodzimy się ze złudzeń i śmierć też jest tylko przejściem z jednego złudzenia w inne”. (s. 69-70)

,,Nieraz próbuję tego dociec, jestem czy nie jestem. Tylko że sam dla siebie człowiek nie jest świadectwem. Musi zawsze ktoś drugi poświadczyć. Sam dla siebie człowiek jest zbyt wyrozumiały. Jak może, tak się broni przed sobą.  Kluczy, wymija się, omija, aby nie dalej, nie głębiej, nie tak, gdzie cos ukrywa. Sam przed sobą każdy chciałby wyjść jak na ślubnej fotografii”. (s. 89)

,,Tak zastanowić się, to ile takich niewypowiedzianych słów przepadło na zawsze. A może ważniejsze były od tych wszystkich wypowiedzianych. Nie sądzi pan?”. (s. 271)

,,Człowiek tak czasem o coś spyta, ale nie oczekuje odpowiedzi. Są przecież pytania, zgodzi się pan, które same sobie wystarczą. Zwłaszcza że żadna odpowiedź i tak by ich nie zadowoliła. I, według mnie, wcale to nie zależy od tego, o co pytamy. Tylko kto kogo. Nawet gdy sami siebie pytamy, zawsze jest, kto kogo”. (s. 277)

,,Tak że przestałem i do lasu chodzić. Wszystkie miejsca poza człowiekiem to już nie są te miejsca. Jedyne miejsce człowieka jest tylko w nim. Niezależnie czy jesteśmy tu, gdzie indziej czy gdziekolwiek. Teraz czy kiedykolwiek. Wszystko, co na zewnątrz, to jedynie złudzenia, okoliczności, przypadki, pomyłki. Człowiek jest sam dla siebie zwłaszcza tym ostatnim miejscem”. (s. 399-400)

Fragmenty pochodzą z książki wydanej przez Znak, Kraków 2022.

(Bez)sens tworzenia

,,O wszystkim w życiu można pisać, jeśli masz odwagę, by to zrobić, i wyobraźnię, by improwizować. Najgorszym wrogiem kreatywności jest zwątpienie w siebie”. Silvia Plath

Pisanie

Pisanie jest formą ekspresji, kreśleniem nowych światów lub próbą ich uchwycenia, budowaniem narracji, pokazywaniem różnych punktów widzenia i odniesień. To proces twórczy, któremu towarzyszy wysiłek intelektualny i fizyczny. I czas. A jak czas to pieniądz, dosłownie i w przenośni. Ludzie od wieków mają potrzebę wyrażania się poprzez pismo. Nie chcę rozwodzić się, jak to wyglądało historycznie i jak ewoluowało. Od pewnego czasu zastanawiam się czy w dobie AI pisanie ma jeszcze jakiś sens. O ile eseje, powieści, wiersze, książki popularnonaukowe itd. nie wydają się zagrożone (jeszcze to rozwinę) o tyle twórczość w dużym uproszczeniu zebrana pod tytułem ,,recenzje”, czyli ni mniej ni więcej to, czym się od pewnego czasu hobbystycznie, w tak zwanym wolnym czasie się zajmuję, budzi moje szczere zwątpienie.

Przywilej

Gdy w październiku zeszłego roku, założyłam swojego bloga, który miał stanowić rozszerzenie i kontynuację facebookowego Niecodziennika subiektywnego, w zakładce ,,O blogu” napisałam: ,,Wiedz drogi Czytelniku, że poza cytatami, każde zdanie i zdjęcie umieszczone na tym blogu, jest moim wytworem. Sztuczna inteligencja prowadziła mnie za rękę i pomagała krok po kroku w technicznych aspektach powstawania tego miejsca. To dla mnie nowe i fascynujące doświadczenie. Widzę relację z AI jako symbiozę, której się uczę i oswajam, jednak przywilej tworzenia zostawiam w swoich rękach. Mimo niedoskonałości, ułomności, poświęconego czasu, być może niewspółmiernego do efektu – wierzę, że słowo to mój wybór, moje sacrum, moja wolność i przywilej”.

Pisanie to przywilej i będę to podkreślać. Przywilej, z którego człowiek coraz częściej i chętnej rezygnuje. Widzę to we wpisach, generowanych przez sztuczną inteligencję, czytam na profilach, których treść nie została stworzona przez człowieka. Niektórych przykładów jestem pewna, inne pozostają w sferze moich domysłów. Nie chcę czytać recenzji czy książek wygenerowanych przez bądź z użyciem AI. I nie piję tu do ostatniej gorącej dyskusji, wywołanej przez autorkę, której twórczość szanuję, podziwiam, i co do której nie mam żadnych wątpliwości, że potrafi pisać i robi to wspaniale, bo czytałam kilka jej książek sprzed czasów, w których nawet hipotetycznie nie mogłyby zadać maszynie pytania: ,,kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.

Pokusa

Nie chcę nikogo oceniać. Jako osoba często korzystająca z AI, zwyczajnie siedzę przy herbacie, po wieczornym spacerze z psami, z muzyką fortepianową na uszach i klikam własnoręcznie w odpowiedniej kolejności na klawiaturze (Panie Twardoch kłaniam się za wpis i dziękuję za niego), w próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie: gdzie jest granica między zbieraniem materiałów, poszukiwaniem informacji a wpuszczaniem i zapraszaniem chatbota do swojego procesu twórczego? Dalej jest pytanie o wykorzystanie lub rezygnację z podrzuconych w sekundę pomysłów, nad którymi człowiek spędziłby dużo więcej czasu. Gdy kierowałam pytanie do programu o porównanie uczelni pod kątem studiów, które od zawsze mnie interesują, poprosiłam o literaturę i autorów a następnie  wpisałam polecenie o wygenerowanie literatury do tematu, który chciałabym opisać, to na każdym kroku pojawiało się zapytanie, czy może chciałabym dostać gotowy wstęp, może kawałek rozdziału, może plan, może cokolwiek. Chciałam dostać listę książek, które rozszerzą mój katalog książek do przeczytania w danym zagadnieniu. W efekcie od otrzymania całej pracy dzieliło mnie tylko konsekwentne trzymanie się tego, że pisanie zostawiam dla siebie, ale ile osób odpowie chatbotowi: ,,napisz”? Żaden fragment mojego wpisu na bloga, jakiekolwiek pracy twórczej, nie był i nie będzie napisany przez AI. Nie chcę przed wyborem interesującego mnie tekstu czy intrygującej książki snuć domysłów, czy ten wytwór należy do człowieka czy maszyny. A może tylko trochę do człowieka, a może… Nie! Po prostu nie chcę.

Szarpanie strun

Najłatwiej byłoby trzymać się klasyki, jest jeszcze tyle książek, które chciałabym przeczytać, a które ciągle czekają na swoją kolej. Z drugiej strony sięgam też po nowości i nie chcę z tego rezygnować. Nie chcę z obawy przez AI bojkotować wspaniałych, utalentowanych, zdolnych ludzi, którzy wkładają swoje serce i pracę w pisanie. To, jakie emocje wywołała we mnie książka Elizy Kąckiej, jak bardzo szarpnęła za wszystkie cienkie struny, zasługuje i doczeka się tu osobnego wpisu, nawet jeśli dziś wątpię w sens pisania recenzji książek. Z drugiej strony, przecież żaden AI nie wie, jak to jest mieć dziecko ze spektrum, nie wie, jak to jest siedzieć przy jego szpitalnym łóżku i pisać przy nim pracę magisterską. Nie wie, jak to jest podejmować decyzje, które mają ważyć na dalszym życiu, nie wie, jak to jest płakać ze szczęścia i czuć rozrywający ból w całym ciele, niemoc, strach, euforię, wzruszenie, łzy na dźwięk muzyki, dotyk kochającej osoby czy zapach kawy o poranku. Wygeneruje w chwilę setki stron, które będą merytoryczne, kompletne, będą zachowywały temat, sens, przyczynę i skutek, będą imitować emocje, ale nigdy nie będą z nich zrodzone. I nigdy pod wpływem wspomnień nie poczują szczęścia i wdzięczności lub przeciwnie – straty, żalu czy smutku, który popchnie ich do tworzenia.

Dokąd idziemy?

Zastanawia mnie, czy osoby, które również piszą samodzielnie, mają podobne wątpliwości, dylematy, chwile zwątpienia w sens tworzenia. Wrzucamy do sieci materiały, które maszyna generuje komuś innemu w zależności od otrzymanego prompta. Ktoś gdzieś dostanie Twój pomysł, moje przykłady, czyjeś rozwiązanie. Parafrazowane, owinięte w złoty papier, opatrzone idealnym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. I właśnie… jakie będzie to zakończenie. Czy poddamy się w obliczu zalewu generatywnych wyrobów, tracąc motywację i sens opisywania własnych wrażeń? Czy za mistrzem Młynarskim chwycimy się odważnej myśli ,,róbmy swoje”, konsekwentnie obierając własny kurs, niezależnie od kierunku, w którym zmierza świat? Jak długo będziemy mieć wybór? Ile mamy czasu? I co dalej? Powrót do zeszytu, ręcznych notatek, zapisków? Ostatnio sięgam do nich coraz częściej. Jakie mamy opcje? Wyłączenie z systemu niczym w Matrixie? Dziś wydaje mi się to nierealne, ale to, co mnie otacza również coraz częściej wywołuje we mnie poczucie odrealnienia. A zatem niebieska czy czerwona pigułka? Iluzja czy prawda? Nie wiem, czy umiałabym jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie Morfeusza. Ale na pytanie maszyny czy napisać za mnie kawałek recenzji czy innego tekstu odpowiedź negatywna nie wywołuje najmniejszych wątpliwości. A jak myślą inni i czy to coś zmienia dla mnie?

Zdaniem AI

Po napisaniu ostatniego zdania, zadałam pytanie maszynie: ,,Jaki jest sens pisania recenzji przez człowieka, jeśli AI zrobi to w kilka chwil?”. ,, Krótka odpowiedź: sens pisania recenzji przez człowieka nie znika – zmienia się. AI potrafi wygenerować tekst szybko, ale nie potrafi nadać mu tego, co w recenzji najważniejsze: osobistego doświadczenia, odpowiedzialności, ryzyka interpretacji i indywidualnego głosu”. Oczywiste? Nic nie szkodzi, żeby sobie czasem przypomnieć to, co wydaje się oczywiste i spokojnie wracać do pisania.