,, – Czy to jest książka antywojenna? – Tak – odpowiedziałem. – Chyba tak. – Czy wiesz, co mówię facetom, którzy piszą książki przeciwko wojnie? – Nie. Ciekawe, co im mówisz. – Mówię: Dlaczego nie piszesz książek przeciwko lodowcom?

Chodziło mu oczywiście o to, że wojny będą zawsze i że z równym powodzeniem można próbować powstrzymywać lodowce. Ja również jestem tego zdania”.

Wojen nie da się powstrzymać i Kurt Vonnegut, pisząc swoją piątą powieść, pt. ,,Rzeźnia numer pięć”, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. To przekonanie, nie było jednak przesłanką do milczenia o tym, co okrutne choć nieuniknione. Przeciwnie – stanowiło główną przyczynę do napisania jednego z najważniejszych i najbardziej oryginalnych dzieł literatury XX wieku. Autor planował, że powieść o bombardowaniu Drezna, będzie jego pierwszą książką, ale tak się jednak nie stało. Pierwsze wydanie ,,Rzeźni…” pojawiło się 31 marca 1969 roku.

Pacyfistyczna książka Vonneguta, amerykańskiego pisarza i publicysty, tworzącego literaturę postmodernistyczną i science fiction, jest osobistym zapisem jego doświadczeń z czasów drugiej wojny światowej. Autor jest świadkiem i uczestnikiem bombardowania przez wojska alianckie Drezna z 13 na 14 lutego 1945, w czasie którego, podobnie jak pozostali amerykańscy jeńcy, znajdował się w tytułowej rzeźni numer pięć. ,,Chłodnia stanowiła doskonały schron. Jedynie od czasu do czasu sypało się wapno z sufitu. W schronie byli tylko Amerykanie [100 osób – przyp. niecodziennik], czterech strażników i kilka wypatroszonych tusz zwierzęcych. Pozostali strażnicy udali się przed nalotem w zacisze swoim domów w Dreźnie. Zginęli wszyscy razem z rodzinami”.

Książka Vonneguta to nie tylko gorzkie spostrzeżenia na temat kataklizmu, który przeszedł przez Drezno, dotknięte wojną praktycznie w przededniu jej końca. To zapis wspomnień, wrażeń i emocji, które odcisnęły trwałe piętno na psychice uczestników wojny. Vonnegut, poza retrospekcją, osobistym komentarzem i wątkami autobiograficznymi, koncentruje uwagę czytelnika na postaci jednego z tych, którzy przeżyli – Billy’ego Pilgrima.

Billy Pilgrim staje się łącznikiem między dokumentem, fikcją a fantastyką. Pilgrim wydaje się pogodzony z doświadczeniem wojny, żyje wraz z rodziną w swoim spokojnym, poukładanym świecie, jednak pewne zdarzenie doprowadza do otwarcia drzwi, które zdawały się zamknięte. Ba, nie tylko jednych drzwi. ,,Najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyłem się na Tralfamadorii, było to, że śmierć jest tylko złudzeniem. Człowiek żyje nadal w przeszłości, tak więc głupotą jest płakać na pogrzebie. Wszystkie chwile, przeszłe, obecne i przyszłe zawsze istniały i zawsze będą istnieć”. Billy żyje w kilku wymiarach jednocześnie i tak naprawdę nigdzie nie ma go do końca. Regularnie ,,wypada z czasu”. Raz jest w 1955, innym razem w 1941, wraca do 1963, by przenieść się do 1945 i tak cały czas. Podobieństwa do ostatnio przeczytanego Twardocha i jego Erwina Piontka? – ależ naturalnie. Skojarzenie, słowo, obraz potrafią w jednej chwili przenieść Billy’ego do innego miejsca, czasu i akcji. Wariactwo? Eskapizm? Trauma? Wyparcie? Apatia? A może wszystko, wszędzie i naraz? Swoją drogą mam pewne skojarzenia właśnie do filmu ,,Wszystko wszędzie naraz” z 2022 r., ale o tym może kiedy indziej.

,,Rzeźnia…” jest napisana w doskonałym stylu. Czarny humor wyostrza to, co autor zawiesza w powietrzu. Czytelnik wchodzi w grę, gdzie najbrutalniejsza śmierć zwyczajnie i bez zbędnego patosu komentowana jest beznamiętnym: ,,Zdarza się”, jak mówią Tralfamadorczycy. Przez całą książkę nawet raz nie zwilgotniały mi oczy, mimo że czuć jej ciężar i duży ładunek emocjonalny. Czyta się ją bardzo dobrze, ale niepokój, który wywołuje, pozostaje pod skórą jeszcze długo po jej skończeniu. To nie jest powieść monumentalna. Przeczytałam wydanie w formacie 11×18 cm, w sumie 179 stron. Pozorna lekkość formy, krótkie akapity, mała objętość książki nie przesłania tego, co autor chciał powiedzieć o wojnie, a w zasadzie o jej bezsensowności. ,,[Książka] jest taka cienka, rozwichrzona i bełkotliwa, […], bo trudno jest powiedzieć coś mądrego na temat masakry”. A jednak powiedzieć coś mądrego można, a nawet trzeba i ta powieść jest tego najlepszym przykładem.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 13.02.2025 na Facebooku.