,,Beatriz nie zamierza zostawić męża, a mąż musiałby być głupi, żeby zostawić ją. Nie zakochała się w Polaku. Co najwyżej mu współczuje: że jest samotny, stary i oderwany od świata, który z czasem staje się coraz mniej podatny na jego zdystansowane interpretacje Chopina. I żal jej go, że tak się na niej zafiksował (on może i nazywa to miłością, ale ona nie)”.

Pierwsze skojarzenie do książki ,,Polak” to mój ukochany film ,,Między słowami”, mówiący o tym, że najważniejsze skrywa się w ciszy i niedopowiedzeniach. Samotność i potrzeba bliskości z drugim człowiekiem, wybrzmiewa z ekranu z każdym oddechem, spojrzeniem czy gestem pary głównych bohaterów. Sztuka bez pokazywania palcem czy pisania dużymi literami, co mam czuć i jak mam odczytywać. Co wywołuje określone uczucia? Jak je nazwać? Co motywuje bohaterów i wywołuje takie a nie inne reakcje? Im bardziej nieuchwytne do zinterpretowania motywy, tym więcej pytań i nieprzespanych nocy w poszukiwaniu odpowiedzi i ukrytych znaczeń. Takie obrazy na trwałe zapisują się w pamięci.

Dokładnie tak czuję się po przeczytaniu powieści Coetzeego. Jego pisarstwo jest nienachalne, konkretne, ale ujmujące, wprost, ale przepełnione miejscem na interpretacje czytelnika. Na jego osobiste ,,między słowami”.

Akcja powieści ,,Polak” rozgrywa się między hiszpańską mecenaską sztuki a polskim pianistą. Główne postacie to Beatriz z Barcelony i Witold Walczykiewicz z Warszawy. Więcej ich dzieli niż łączy: dwa różne światy, dwa inne pokolenia, dwa odmienne podejścia do relacji, która niespodziewanie się między nimi zawiązuje.

Witold jest stały w uczuciach, których Beatriz nie odwzajemnia, ale zdaje się być pod wrażeniem zachwytu, który wywołuje w dużo starszym mężczyźnie. Jego szczery podziw i atencja, którą jej okazuje, stają się skuteczną metodą na przełamanie jej dystansu i niechęci, nawet jeśli ona sama przed sobą się do tego nie przyznaje. Nie do końca rozumie, co robi i dlaczego daje się wciągnąć w wir zdarzeń, które wcześniej rozważa i odrzuca jako niemożliwe do spełnienia. Sprawy ostateczne skłonią ją do spojrzenia na ich relację z zupełnie innej perspektywy, a sytuacja z tym związana, wywoła lawinę przemyśleń i ukaże nieznany dotąd obraz bohaterów. I pytanie o to, co naprawdę czuje Beatriz?

Czym zachwycił mnie Coetzee? Na pewno narracją, która w autentyczny sposób oddaje kobiecy punkt widzenia (w kontekście konkretnej bohaterki, bez generalizowania, ale jednak). Beatriz mówi jedno, myśli drugie, robi trzecie, a Coetzee tak genialnie to ilustruje słowami. Powieść skrzy się od niedopowiedzeń, co jest absolutnie w stylu autora i w moim guście. W możliwości własnej interpretacji upatruję tego, co dla mnie w sztuce i w życiu najważniejsze – wolności myślenia.

,,Czy miłość to stan umysłu, stan istnienia, fenomen, kaprys, odpływający jeszcze na naszych oczach w przeszłość w zakamarki historii?”. Beatriz jest przekonana, że jej różne działania motywuje współczucie, nawet pomimo niechęci do fizjonomii czy sztywności w zachowaniu starszego o 24 lata mężczyzny. Czy samo współczucie wystarczy, aby wyjść z wygodnych butów i bezpiecznej codzienności? Czy współczucie jest przyczyną i odpowiedzią na pytanie ,,dlaczego myśl o przejażdżce do Girony mimo wszystko rozpala w niej jakąś iskierkę, wywołuje uśmiech”?

Coetzee buduje piękną historię o wieloznaczności uczuć, o tym, jak trudno zrozumieć motywy serca i rozumu, o nieprzewidywalności własnych decyzji, o tym, jak dążąc do poznania kogoś obcego, odkrywamy, jak bardzo nie znamy samych siebie.

A może bywa tak, że umiejętnie skrywamy swoje prawdziwe ja, które czasem wyrywa się z uśpienia?

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 08.06.2025 na Facebooku.