,,Aszer Rubin uważa, że większość ludzi jest głupia i że to głupota ludzka sprowadza na świat smutek. Nie jest to grzech ani cecha, z którą się człowiek rodzi, ale zły pogląd na świat, błędna ocena tego, co widzą oczy. W rezultacie ludzie spostrzegają wszystko osobno, każdą rzecz w oderwaniu od pozostałych. Prawdziwa mądrość to sztuka łączenia wszystkiego ze wszystkim, wtedy wyłania się właściwy kształt rzeczy”.
Olga Tokarczuk ,,Księgi Jakubowe”
To nie będzie typowa recenzja
Czy dopada Was czasem marazm, niechęć i niemoc twórcza? Może uwaga skierowana na inne problemy nie pozwala skupić się na ostatnio przeczytanej książce? Może sięgnięcie po kolejną a następnie napisanie recenzji staje się wyzwaniem nie do udźwignięcia w konkretnym momencie życia? Może nawet i udało się złożyć kilka zdań i akapitów w głowie, ale nie zmaterializowały się na papierze czy klawiaturze i ślad po nich zaginął?
Ostatnie tygodnie nie były u mnie tak obfite czytelniczo, jak bym sobie tego życzyła. Końcówka listopada i grudzień były trudne. W katalogu wyzwań były również bardzo pozytywne chociaż wymagające zaangażowania zdarzenia. Krótko mówiąc, nie był to miesiąc beztroskiego zaczytywania się i spędzania czasu z książką po książce. Dominowała raczej postawa mobilizowania się poprzez fakt, że dobrze mi szło przez cały rok, że dawałam radę i nie mogę się poddać. Tryb ostatnich tygodni poniekąd wymusił na mnie nowe rozwiązania, co do których byłam uprzedzona i oporna. A mowa o słuchaniu książek.
Afryka dzika, czyli odkrywam audiobook na nowo
,,Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, ,,Cienie na połoninach” Małgorzaty Garkowskiej i ,,Ukochana” Toni Morrison to książki, które poza zróżnicowaną fabułą, poruszanymi problemami, różnymi sylwetkami bohaterów czy odmiennym czasem i miejscem wydarzeń, zestawiam ze względu na jeden wspólny mianownik – audiobook.
Dwie pierwsze pozycje naprzemiennie czytałam i słuchałam. ,,Ukochaną” od początku do końca odsłuchałam za pośrednictwem audiobooka. Sceptykom, którzy zapytają: Czy da się? Odpowiem zdecydowanie: Cholera, da się, mimo że sama w to nie wierzyłam! Ba, już wcześniej bez powodzenia próbowałam. Niestety podjęte w przeszłości próby kończyły się fiaskiem w postaci zaśnięcia na nie wiadomo którym fragmencie. Znalazłam na to sposób poprzez słuchanie książek na słuchawkach w trakcie różnych czynności, w samochodzie, przy gotowaniu, składaniu prania, podczas kolorowania antystresowego i wielu innych czynności. Najbardziej odpowiada mi forma łączona, czyli słuchanie jakiegoś fragmentu i możliwość przeczytania innego lub też słuchanie i patrzenia na tekst jednocześnie. Niektórzy lektorzy to wartość dodana do lektury a tekst czytany ich głosem brzmi wręcz fenomenalnie. Audiobook? Jestem na tak. Warto było spróbować kolejny raz, żeby się o tym przekonać.
To nie będzie typowe podsumowanie
Piszę ten post kolejny dzień. W sumie zbierałam się do niego od miesiąca. Finalnie docieram do ostatniego dnia roku, chociaż nie było to moim zamiarem. Z przerwami, z przygodami, a jednak jestem. Oglądam się na to, co udało się zrobić i napisać od stycznia, również w prywatnych plikach czy ręcznych notatkach. Wiem, że można (czytać/pisać/tworzyć) lepiej i więcej i wiem, że nie jestem królową systematyczności, chociaż naprawdę w tym roku bardzo się starałam i przybijam sobie piątkę. Mimo niedociągnięć i niedoskonałości, jestem szczerze zadowolona i dumna z wielu rzeczy, które udało się zrobić w tym roku i które mam zamiar kontynuować. To był dobry czas, który pozwolił mi na realizację kilku planów i zamierzeń, otworzył nowe horyzonty i możliwości, obfitował w wyzwania i próby radzenia sobie z nimi. W tym roku regularnie uczestniczyłam w zajęciach grupy czytelniczej, która zawiązała się w styczniu, byłam na paru ciekawych spotkaniach autorskich, sztukach i koncertach. Obejrzałam kilka niezłych filmów, a nawet wkręciłam się w serial innych niż ,,Columbo”, który kocham i oglądam od lat. Udało się również odświeżyć stare, szkolne znajomości i spotkać z przyjaciółmi ze szkolnej ławy. W tym roku odbyłam kilka ważnych, czasem trudnych rozmów, postawiłam kilka granic i uczyłam się asertywności w praktyce. Godziny ważnych rozmów, łzy, śmiech i cenne chwile z rodziną. Zobaczyłam kilka ciekawych miejsc, zjadłam smaczne dania (do diabła z dietą) i zgromadziłam wiele wspaniałych wspomnień. Dzięki wsparciu kilku wspaniałych osób, zrealizowaliśmy również świetny wolontariat, który dał mi kopa w momencie, kiedy bardzo tego potrzebowałam.
A jednak podsumowanie…
Gdy patrzę na ten rok, muszę przyznać, że to był cenny czas, i chociaż chcę skupić się na tym, co działo się czytelniczo, bo kilka ciekawych książek również udało mi się przeczytać, to chcę zostawić ślad ogólnej wdzięczności za wszystko dobre, co zdarzyło się w tym roku. Radości i sukcesy dodawały skrzydeł, a porażki i smutki nie były na tyle silne, aby skutecznie rozłożyć mnie na łopatki. Prowadzę bloga i stronę na fb, piszę, czytam i celebruję małe szczęścia. Nadal cieszę się jak dziecko podczas ubierania choinki, uwielbiam codzienny rytuał porannego parzenia i picia kawy, czas kwitnienia drzew i zapach książek. Mam kilka marzeń, które zrealizowałam i kilka takich, których realizację przesuwam na dalszy czas. Ich sukces będzie zależał od wielu zmiennych, w tym od mojego zaangażowania, włożonej pracy i systematyczności. Bardzo podoba mi się zdanie, że ,,marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia”. Oczywiście nie zawsze jest tak, jak sobie to zaplanujemy, nie na wszystko mamy wpływ i możliwości. Nie wszystko się da i ten rok jak żaden inny nauczył mnie, że nie zawsze chcieć to móc. Czasem największe wyzwanie to odpuścić. Nie po to, żeby przegrać, ale by móc budować grunt pod inne zwycięstwa.
Czasem najtrudniej jest zacząć
Bardzo trudno było mi się zebrać i napisać ten post. A teraz mam poczucie, że mogłabym go nie kończyć. Wszystko, co ma początek zasługuje jednak na zakończenie. Czasem nawet po to, by dać przestrzeń na kolejne rozdziały i na kolejne szanse. Perspektywa nowego początku jest z jednej strony trudna, bo znów budujemy trochę od zera, znów narzucamy sobie presję, znów nasze oczekiwania rosną. Z drugiej strony, jeśli spojrzymy na nowe, jako na coś, co otwiera możliwości a zamyka stare, niewygodne sprawy, pozwala na odcięcie się od trudnych wspomnień czy doświadczeń, to kiedy, jeśli nie od tego nowego początku? Możemy też dojść do wniosku, że to, co tu i teraz jest zupełnie w porządku i nie musimy na siłę budować na nowo. Być może to, co stare przynosi nam radość, bezpieczeństwo i szczęście. I niech tak będzie. Nie musimy ścigać się sami ze sobą czy z innymi w imię nowego rozdania. Wcale nie musimy przeczytać więcej, napisać dłużej, wejść wyżej czy zajść dalej. I nie musi być tak, że Nowy Rok, to nowa/y ja. Może ten symboliczny początek da więcej wiary i motywacji do zmian lub aktywności, które są w nas nie od dziś, kiełkują, rodzą się albo całkiem długo chodzą nam po głowie. Jeśli tak, wykorzystajmy ten wiatr w żagle. Najtrudniej jest zacząć, bo początki nigdy nie są łatwe. Każda fascynująca historia sprowadza się do pytania, jak to się wszystko zaczęło.
…a czasem skończyć
Szczęśliwego Nowego Roku, pięknych początków i jeszcze wspanialszych dalszych ciągów historii – tych prawdziwych i tych książkowych, bo przecież tu wszystko zaczęło od książek. A może wcale nie? Może nigdy tak naprawdę nie chodziło o książki a o relacje, interakcje, zbieranie wrażeń, emocji i możliwość dzielenia się swoimi przemyśleniami pomieszane z zaciekawieniem i oczekiwaniem na wrażenia innych osób? Zresztą, nieważne. Kto to by się nad tym zastanawiał? A moja książka roku? Nie wybiorę jednej i nie żałuję żadnej, którą przeczytałam, co by w pewnym sensie potwierdzało, że to był dobry rok.


Dodaj komentarz