czyli między słowami a pikselami

Miesiąc: kwiecień 2026

Filip Zawada ,,Gdyby nie czerń”, Octavia E. Butler ,,Przypowieść o siewcy”

,,Gdyby nie czerń” Filipa Zawady

Ta książka to ciekawskie podglądactwo rodziny Mrazów przez gawrona, który pełni rolę obserwatora i komentatora zdarzeń, rozgrywających się w życiu doczesnym i… pozagrobowym bohaterów powieści.

Książka jest raczej lekka, zabawna i ironiczna, chociaż nie pozbawiona błyskotliwych uwag i spostrzeżeń. Momentami robi się poważnie i trudno, jak to w życiu. Pewne pocieszenie daje nadzieja, że po czasie ziemskich trudów, problemów i znojów, nadejdzie upragnione niebo. Ale czy po śmierci na pewno będzie lepiej? Zawada maluje przewrotny obraz tego, co może czekać nas ,,po tamtej stronie”, zmuszający do spojrzenia na rzeczy z nowej perspektywy. Dla Mrazów, życie po śmierci staje się równie absurdalne co rozczarowujące, nikt nie rozumie boskiego planu. Milczący, nieczuły na prośby Bóg, zdaje się mieć za nic oczekiwania swoich wyznawców, którzy stłoczyli się w czyśćcu, niczym w poczekalni przychodni, wyczekując na cud, który nie nadchodzi. Stare kłamstwa zostają ujawnione, związki się rozpadają, a odzyskane po śmierci zmysły, służą do zadania bliskim bólu. Moją ulubienicą została seniorka rodu babcia Eugenia, matka Andrzeja, która po spotkaniu w czyśćcu swojego syna, dopytuje, jak potoczyły się losy wnuka zwanego Trytkiem, który nie rokował za młodu:

,,– Co z Trytkiem? Wyszedł na ludzi? O niego najbardziej się boję. Dlaczego milczysz? Zabił kogoś? Czyli już się nigdy nie zobaczymy? Jak on odkupi śmierć niewinnej osoby… –  Jest gorzej niż myślisz. – Niemożliwe. – Został księdzem. – Bój się Boga. Jak przoczyli jego szatańską duszę”.

Z jaką refleksją zostaję po tej lekturze? Mam wrażenie, że autor chciał odwieść czytelnika od nieustannego oglądania się na przyszłość i ślepej wiary, że najlepsze dopiero nadejdzie. Być może chciał przekonać do większej uważności na to, co tu i teraz? Bez wątpienia nie żyjemy w świecie idealnym, ale może to najlepszy czas, jaki nam się przydarza i warto wykonać wysiłek, by żyć najlepiej, jak potrafimy.

Octavia E. Butler ,,Przypowieść o siewcy”

Ciekawa wizja Boga, religii i wyznawców wyłania się z tej dystropijnej powieści napisanej w 1993 roku. Akcja osadzona w latach 2024-2027 w wielu aspektach, okazuje się zaskakująco trafna. Powieść z gatunku fantastyka naukowa, opisuje burzący się porządek świata. Codzienność to konflikty, nieporadność władzy, wyzwania klimatyczne, wszechogarniające zniszczenia a także śmierć, przemoc i gwałty. Ludzie, którzy chcą przeżyć, mogą liczyć tylko na siebie, organizując się w małych enklawach, hodując własne jedzenie i udzielając sobie sąsiedzkiej pomocy. Ogromny problem stanowi wszechobecne uzależnienie od narkotyków. Trzeba oszczędnie zarządzać zasobami. Ludzie rezygnują z samochodów, z powodu horrendalnych cen paliwa. Miejsce akcji to Stany Zjednoczone, a dokładniej społeczność postapokaliptycznej Kalifornii, ogrodzonej w fikcyjnym mieście Robledo. Z czasem mur, który chroni mieszkańców, okazuje się niewystarczającą przeszkodą dla intruzów. Przewidująca taki obrót sprawy córka lokalnego pastora – Lauren Olamina, jest przygotowana na najgorsze. Życie za murem nie zdołało uśpić jej czujności i instynktu przetrwania, przeciwnie – doprowadza do stworzenia własnej wiary i religii o nazwie Ziarno Ziemi. Olamina nie pozostaje bierna i głucha na to, co dzieje się wokół niej. Pragnie mieć wpływ i kontrolę nad swoim życiem. Na bazie znanych sobie pism i ksiąg religijnych, buduje własną koncepcję wiary, która dodaje jej sił i przekonania, że obrany cel, może zostać osiągnięty a każde nieszczęście i cierpienie można wytłumaczyć powtarzanym, jak mantra zdaniem, że ,,Bóg jest przemianą”. W świecie, który upada, ludzie-Ziarna muszą przetrwać, przystosować się i zasiać nową przyszłość. Podczas lektury miałam pewne skojarzenia do filmu ,,Mad Max”, chociaż to bardzo luźna interpretacja.

Wspólny mianownik

Zauważam go w narracji o potrzebie świadomego, aktywnego działania jednostki, podejmowania wysiłku i sprawstwa bez oglądania się na mannę z nieba. Może dlatego obie książki, chociaż tak różne od siebie i niekoniecznie przemawiające swoją wizją Boga – mimo wszystko znajdują we mnie zaciekawionego czytelnika.

Annie Ernaux ,,Ciała”

,,Często nachodzi mnie myśl, że po skończeniu tej książki mogłabym umrzeć. Nie wiem, co to oznacza: obawę przed publikacją czy poczucie spełnienia? Nie zazdroszczę tym, którzy piszą, nie myśląc, że potem mogliby umrzeć”.

Nobel 2022 za całokształt twórczości dla Annie Ernaux ,,za odwagę i chirurgiczną precyzję, z jaką odkrywa korzenie, wyobcowanie i zbiorowe ograniczenie osobistej pamięci”.

Dlaczego nie czytać?

Po ,,Bliskich”, sięgnęłam po koleją książkę Annie Ernaux – ,,Ciała”. Odbieram ją jako pisarkę panującą nad każdym zdaniem, nie pozwalającą na ani jedno zbędne czy przypadkowe, a jej sposób prowadzenia narracji i styl wywołują poczucie, że mam do czynienia z literaturą najwyższej próby. Jednocześnie należy dodać, jaka treść kryje się za doskonałym piórem. Otóż Ernaux pisze tak, jak niejeden czytelnik wstydzi się pomyśleć, a co dopiero powiedzieć. Pisarka otwarcie porusza sprawy i zdarzenia, na które wielu spuszcza zasłonę milczenia, chowając na dnie szuflady, pt. tabu. W tym sensie uważam, że jej pisarstwo nie jest dla każdego. Jeśli nie dopuszczasz do siebie, że ktoś może mieć moralność inną niż Twoja, myśleć i czuć inaczej niż Ty, nie sięgaj po tę książkę. Zrani Twoje uczucia, nie tylko religijne.

Co takiego jest w ,,Ciałach”?

Najogólniej – umiejętność opisywania najtrudniejszych kobiecych doświadczeń w niezwykle obrazowy i dokładny sposób. Pisarka broni się przed próbą wytłumaczenia poszczególnych zdarzeń przy pomocy dystansu i doświadczenia, przeciwnie – pilnuje się, aby z możliwie największą precyzją ukazać towarzyszące jej stany emocjonalne, psychologiczne i fizyczne w danym miejscu i czasie w przeszłości, bez naciągania zasłon niedopowiedzeń i niepamięci. Pamięta doskonale. Nie tłumaczy się, nie broni, ale też nie rzuca się na krzyż. Jest brutalnie szczera przede wszystkim sama ze sobą. To pisarstwo na wskroś uczciwe, pamiętnikowe, odtworzone z głowy i wspomnień. Autorka, która wielokrotnie przywołuje jako źródło inspiracji takie nazwiska jak Simone de Beauvior czy Sartre, ma silną potrzebę wyartykułowania i opisania zdarzeń z przeszłości. Doskonale wpisuje się w nurt egzystencjalizmu, ukazując samotność jednostki, ponoszenie odpowiedzialności za dokonane wybory, mozolne nadawanie sensu swojej egzystencji, osadzonej w świecie, w którym się nie odnajduje, który z nią nie rezonuje i w jakimś sensie jest dla niej absurdalny. Wielu autorów, którzy przemycają wątki autobiograficzne, niekoniecznie przyznają się do tego, co ,,nie pasuje do obrazka”. W przypadku Ernaux czytelnik staje się powiernikiem jej otwartej narracji o sobie samej, otrzymując dużą i momentami ciężką dawkę emocji, zwierzeń i przemyśleń. Bez filtra.

Zbawienie czy potępienie?

Odwaga mówienia o sobie, szczerość i maksymalny obiektywizm autorki, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Czy ta książka była jej potrzebna terapeutycznie? Czy miała stanowić katharsis dla duszy i ciała? Czy też była testem, gdzie jest granica pisania o tabu? Być może opisując ,,tamtą” – którą Ernaux bardzo mocno odróżnia od późniejszej siebie – łatwiej jej ułożyć kompletny obraz człowieka, którego zbudowały bardzo różne doświadczenia. Ukazuje złożoność jednostki. Dobra, pilnowana przez matkę uczennica, to też ta, która nie umie się odnaleźć w sytuacjach społecznych, przepełniona kompleksem, związanym ze swoim pochodzeniem, próbująca wyrwać się do lepszego życia za pomocą książek i wykształcenia. Rozdarta między tym, co ,,robię” a co ,,powinnam zrobić”, z refleksją często o krok za późno. To obraz człowieczeństwa, które nie jest czarno-białe, bo człowiek to istota skomplikowana i czasem sama nie do końca znajduje wytłumaczenie, dlaczego zachowała się tak a nie inaczej. Czy ma się przez to wyrzec samej siebie? Ernaux nie robi tego. Bez oczekiwań na zbawienie czy potępienie opisuje prawdę o sobie i robi to po mistrzowsku.

Bez wstydu i żalu

W książce nie znajdziemy słów w stylu: ,,żałuję, że”, ,,dziś zrobiłabym inaczej”, ,,już nie postąpiłabym w ten sposób”. To esej o tym, jaka była, co robiła i myślała, bez próby wybielenia, bez wypierania, bez oczekiwania na społeczną akceptację. Autorka dzieli się swoją historią, nie oczekując ani współczucia czy poklasku, ani wykluczenia i poniżenia. Pisze w zgodzie ze sobą, może nawet sama dla siebie. Każdy człowiek, bez wyjątku, ma jakieś wstydliwe wspomnienia, ale nie każdy chce się nimi dzielić i bez wątpienia nie każdy byłby w stanie zrobić to w takim stylu jak Ernaux.

,,Podejrzenie: czy po kryjomu nie chciałam rozprostować tego zwiniętego fragmentu mojego życia, aby poeksperymentować z granicami pisania, sprawdzić wytrzymałość obrąbka rzeczywistości […]. Być może też wprowadzić do gry figurę pisarki, za jaką uchodzę, zniszczyć ją, odważnie zadenuncjować hochsztaplerkę, na przykład za pomocą słów: ,,Nie jestem tą, za którą mnie uważacie”.

,,Miałam świadomość sztuczności rozprawek i innych prac akademickich, ale czerpałam pewną dumę ze swojej sprawczości, poza tym, wydawało mi się, że to jest cena, jaką się płaci za ,,siedzenie w książkach”, jak mawiali moi rodzice, i za poświęcenie im swojej przyszłości”.

,,W pewnym sensie niemożność napisania pracy dyplomowej była bardziej przerażająca niż potrzeba pozbycia się ciąży. Stanowiła niewątpliwą oznakę niewidocznego upadku. (Kalendarz: ,,Nie piszę i nie pracuję. Jak się z tego wydobyć?”). Przestałam być ,,intelektualistką”. Nie wiem, czy to uczucie jest powszechnie znane. Powoduje niewypowiedziane cierpienie”.

Na książkę ,,Ciała”, wydanej w 2024 przed wyd. Czarne, w przekładzie Agaty Kozak, składają się trzy teksty autobiograficzne, które wcześniej nie były publikowane wspólnie w Polsce: 

  1. „Zdarzenie” (L’Événement) – relacja o nielegalnej aborcji. Tekst stał się podstawą nagrodzonego w Wenecji filmu „Zdarzyło się”.
  2. „Pamięć dziewczyny” (Mémoire de fille) – powrót do lata 1958 roku i doświadczeń, które naznaczyły autorkę na lata.
  3. „Młody mężczyzna” (Le Jeune Homme) – krótka opowieść o relacji kobiety z młodszym o trzydzieści lat partnerem.