,,Byle jedna książka w domu to tak jak mysz, przyprowadzi za sobą i drugą, i trzecią, już ci nie dadzą spokoju”.
Jedna książka, potem druga, dalej trzecia, i następna – oczywiście, jestem na tak.
Jedna książka, a teraz na chwilę druga, to znów pierwsza i już trzecia… Dla mnie zdecydowanie nie, ale przecież historia nie jest nauczycielką życia, a dlaczego, to już najlepiej napisał Kundera.
Czy nie przekonałam się już nie raz, że scenariusz przeskakiwania z książki na książkę w moim przypadku nie działa? Czy nie spodziewałam się, że to nie zagra? Czy sama siebie nie ostrzegałam? Serio? Znowu? Zazwyczaj trzymam się w ryzach, ale ostatnio uległam złudzeniu, że przy małym skoku w bok (z książki na książkę), zapanuję nad sytuacją. Nic bardziej mylnego. Wracam z podkulonym ogonem na właściwy kurs, do porządku i metody, jak by to powiedział Herkules Poirot. Bałagan czasem się wydarza. Ten stan może zabrać nam jakiś czas, ale w końcu należy wziąć się za sprzątanie. Nadeszła właściwa pora.
Akt pierwszy. A było to tak. Jeszcze przed skończeniem ,,Zanim wystygnie kawa”, dopadłam ,,Zbrodnię i karę”. Przeskok gatunkowy nie wymaga komentarza. Uważam, że Kawaguchi niesłusznie bardzo na tym stracił. (,,Kawaguchi stracił”, niezła megalomania. Oczywiście, że to ja straciłam na odbiorze Kawaguchiego, ale wstyd mi się do tego przyznać). Książka skończyła się dla mnie wraz z przeczytaniem ostatniej strony i nie miała szansy zostać ani chwili dłużej. Niestety. Jestem winna autorowi większą koncentrację nad kolejnymi tytułami, które zamierzam przeczytać z pełną uwagą. Na marginesie dwie książki Fossego, na które tak się cieszyłam, czekają, aż będę na nie gotowa. Ze spokojem i cierpliwością, dam sobie czas. Porządek i metoda.
Akt drugi. Ponieważ na ostatnim spotkaniu naszej nieformalnej grupy czytelniczej, padł tytuł kolejnej pozycji do przeczytania, nie kończąc Dostojewskiego, w tak zwanym międzyczasie, przeszłam do Salingera. Sięgnięcie po historię zadziornego, początkowo irytującego, ale z każdą stroną zyskującego coraz więcej mojej sympatii inteligentnego i dowcipnego bohatera powieści ,,Buszujący w zbożu”, miało być remedium na wybitną, ale przytłaczającą ciężarem trudów i zmartwień bohaterów ,,Zbrodnię i karę”. Rozważania sięgające w głąb psychiki człowieka, pytania o granicę dobra i zła. Okoliczności uprawniające jednostkę do popełnienia zbrodni w imię jakiejś idei czy przekonania, że może postawić się ponad prawem. Pogarda, nienawiść i uznanie, że życie innej osoby jest zbędne, parszywe, nikomu do niczego niepotrzebne. Sprowadzenie człowieka do kategorii wszy, którą trzeba wytępić, roztrzaskując jej czaszkę siekierą. Po co? Po to, żeby udowodnić sobie swoją wyjątkowość i siłę, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że jest się do tego zdolnym. Podczas bezsennych nocy, wszystko zaplanować, a nawet wytłumaczyć się przed sobą i usprawiedliwić. Wątpiąc, zdecydować się na uderzenie. Nie wykorzystać łupu, nie zmienić swojej sytuacji materialnej, pozbawiając jakiegokolwiek sensu targnięcie się na czyjeś życie. Jednoczenie nie osiągając zamierzonego celu w staniu się nadczłowiekiem. Sens odnajdując w karze, która musi nadejść, aby podjąć próbę zdjęcia z siebie niewyobrażalnego ciężaru i odkupienia winy. Salinger chwilowo w poczekalni. Cała uwaga na Dostojewskiego.
Akt trzeci. Czytam o zbrodni na terenie Uniwersytetu Warszawskiego i nie mogę przestać o tym myśleć. Czuję się dziwnie kontynuując ,,Zbrodnię i karę”. Wiem, że przypadek, ale cholerny chichot losu. Student prawa, siekiera jako narzędzie, którym brutalnie zabito kobietę. Oczekiwanie na wyrok i karę. Medialny szum, szok i niedowierzanie. Z literackiej fikcji roku 1865, w jakiś totalnie nadrzeczywisty sposób następuje przeniesienie do zdarzeń, które dzieją się tu i teraz. Wspólne mianowniki mogą kończyć się tylko na powyższym. Portrety psychologiczne obu morderców mogą być kompletnie inne. Mało rozumiem, nie potrafię pojąć co się stało i dlaczego. Odkładam Dostojewskiego. Tak trudno wrócić do fikcji, gdy rzeczywistość ją przerasta.
Akt czwarty. Nie oglądałam żadnych zdjęć ani filmów ze zbrodni, która się niedawno wydarzyła. Nie wątpię, że w wielu przypadkach zwycięży nieposkromiona ciekawość, której we mnie nie ma. Nie oceniam. Natomiast kompletnie nie wyobrażam sobie, kim trzeba być, żeby takie rzeczy rejestrować i upubliczniać. Nikt nie zadzwonił na policję. Gdzie ja żyję? Co stało się z ludźmi? Myślę o tym i chce mi się wymiotować. Chcę tu pisać o książkach i na tym się koncentrować. Od komentowania otaczającej rzeczywistości są inni, którzy zrobią to lepiej. Mogłabym napisać o ,,Zbrodni…”, tłamsząc udrękę i udając, że nie dostrzegam żadnej analogii i że nie ma sprawy. Tylko że zbrodnia nie jest tu jedynym problemem. Okropne jest to, co stało się z niektórymi ludźmi? Tego po prostu nie można przemilczeć. Jestem załamana kryzysem moralności, wszechobecnym nawoływaniem do nienawiści, szczuciem, znieczulicą, brakiem empatii i elementarnej przyzwoitości a także etyką niektórych ,,dziennikarzy”. Naprawdę wszystko dla pieniędzy? Dla zasięgów? Serio, nie ma już żadnych granic? Nawet nie tyle oburza mnie niepodjęcie właściwych działań, które mogły zapobiec tragedii. Oburza mnie demoralizacja, upodlenie człowieka jako rasy i że nie wyciągamy żadnych wniosków z przeszłości. A jeśli mówimy jeszcze o jakiejkolwiek etyce w zawodzie dziennikarza, to czapki z głów tym, którzy sprzeciwiają się takim publikacjom i nie równają do dna. Chcę obcować z literaturą, sztuką, bo czuję, że ona mnie otwiera na szersze horyzonty, pozwala myśleć i czuć bardziej. Uwrażliwia. A potem następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością i wątpliwość, czy dla ludzi którzy myślą i czują podobnie jak ja… czy jest jeszcze dla nas gdzieś miejsce? Ależ tak! Na pewno. Musi być! Mając wokół siebie wiele wartościowych osób i ciągłą wiarę, że tych ,,dobrej woli jest więcej”, chcę zakończyć ten wpis z nadzieją, że na przekór zdarzeniom świadczącym o upadku człowieczeństwa, nie dopuścimy do sytuacji, że pojęcia takie jak: ,,wrażliwość”, ,,dobro” czy ,,troska” staną się dla nas tak obce, że ich znaczenie będzie umiał wyjaśnić jedynie ChatGPT.
Ten tekst został pierwotnie opublikowany 10.05.2025 na Facebooku.


Dodaj komentarz