,,Często siadałam przy biurku, żeby coś napisać, ale zwyciężała rzeczywistość plastyczna, która przynosi natychmiastową radość. […] Na okładce tej książki jest właśnie jeden z pomników, ten, w którym wymyśleni ludzie wchodzą do mojego laptopa. W tle innej instalacji słychać monolog Orlanda – narratora filmu A statek płynie: <Wybaczcie, to notatki, które zdążyłem zrobić dla jednej z moich gazet. O czym chcę opowiedzieć? O podróży morskiej? O podróży przez życie? Ależ o życiu się nie mówi, życie się tworzy. Banalne, prawda? Czy ktoś już tego nie powiedział, i to lepiej? Przecież wszystko zostało już powiedziane i zrobione>. Lubię marudny ton tego monologu i zawartą w nim elementarną wątpliwość”.
Odruchowo, wręcz mechanicznie, w ślad za innymi recenzjami, również tą umieszczoną na okładce przez wydawcę, mam chęć podsumować esej Katarzyny Sobczuk, jako traktujący o starości i starzeniu się. Ale ,,Mała empiria” to książka przede wszystkim o życiu i jego przeżywaniu. O tym, że jesteśmy osadzeni w czasie, który płynie i nie wraca. Jest to pięknie napisana próba uchwycenia wrażeń, emocji, odczuć w zwykłych czynnościach. Uważne pochylenie się nad codziennością i jej przemijaniem. Obrazy zastępowane kolejnymi krajobrazami, perspektywa, która niczym przez okno jadącego pociągu – ulega zmianom.
Nic nie jest tu jednak autorytarne i ostateczne. Ot, subiektywna prawda z punktu widzenia ,,ja”, z którym utożsamia się autorka. Zadziwiające, jak wiele innych ,,ja” identyfikuje się z jej wrażliwością i w jak wielu momentach książki z uśmiechem możemy przyznać, że też tak mamy. Czy porusza nas umiejętność uchwycenia zwykłych spraw, oglądania ich cudzymi oczami, które widzą tak samo jak nasze? A może mamy odmienny punkt widzenia podparty własnymi doświadczeniami, ale ciekawie zderzyć je w odniesieniu do innych empirii?
Podczas spotkania z autorką, w którym miałam przyjemność niedawno uczestniczyć, podzieliła się zachwytem na recenzją, którą zobaczyła na jednym z portali internetowych. Wśród ciepłych, miłych zdań, pojawiło się takie, na które szczególnie zwróciła uwagę, a mianowicie, że ,,autorka oferuje wgląd w istotę człowieczeństwa”. Naprawdę pięknie napisane. Zachwyt ten trwał jednak do chwili, gdy dowiedziała się, że recenzje na tej stronie są pisane przez sztuczną inteligencję.
W odniesieniu do powyższego, padło filozoficzne pytanie Katarzyny Sobczuk, z którym zostawiła słuchaczy: ,,Czy sztuczna inteligencja chciałaby być człowiekiem, gdyby przeczytała moją książkę?”. Wyraźnie usłyszałam powątpiewanie w głosie, ale może to tylko moje subiektywne odczucie.
Przede wszystkim chcę jednak podkreślić, że w tej książce starość jest tylko tłem, puntem odniesienia do tego, co wielu z nas myśli i czuje, ale może w codziennym pędzie nie zdążamy tych myśli złapać i zatrzymać, zapominamy. Lektura ,,Małej empirii” daje możliwość przypomnienia, zatrzymania się nad naszymi wrażeniami, ideami, pytaniami. To upragniona pauza od biegu, chwila na refleksję. Uważam, że książka jest dość elitarna i niszowa, ale jednak rezonuje z dużą grupą odbiorców i zyskuje coraz większe grono czytelników. Ku – mam wrażenie, szczeremu zaskoczeniu samej autorki, która stwierdziła, że w kontekście ostatnich wydarzeń, ma poczucie odrealnienia.
Co myślała o czytelniku podczas pisania? Czym chciała go chwycić? Odpowiedź jest rozbrajająco prosta, ale wierzę, że nie była to kokieteria: w ogóle nie myślała o czytelniku. Pisała notatki, które w pewnym momencie przelała na komputer. W dużym uproszeniu, można pokusić się o opinię, że za tak dobrym przyjęciem ,,Małej empirii” stoi (bagatela): autentyczność autorki i jej trafna obserwacja człowieka oraz erudycja i lekkość, z jaką pisze nawet o rzeczach trudnych.
Ot, mała wielka książka.
Ten tekst został pierwotnie opublikowany 21.03.2025 na Facebooku.


Dodaj komentarz