,,Często nachodzi mnie myśl, że po skończeniu tej książki mogłabym umrzeć. Nie wiem, co to oznacza: obawę przed publikacją czy poczucie spełnienia? Nie zazdroszczę tym, którzy piszą, nie myśląc, że potem mogliby umrzeć”.

Nobel 2022 za całokształt twórczości dla Annie Ernaux ,,za odwagę i chirurgiczną precyzję, z jaką odkrywa korzenie, wyobcowanie i zbiorowe ograniczenie osobistej pamięci”.

Dlaczego nie czytać?

Po ,,Bliskich”, sięgnęłam po koleją książkę Annie Ernaux – ,,Ciała”. Odbieram ją jako pisarkę panującą nad każdym zdaniem, nie pozwalającą na ani jedno zbędne czy przypadkowe, a jej sposób prowadzenia narracji i styl wywołują poczucie, że mam do czynienia z literaturą najwyższej próby. Jednocześnie należy dodać, jaka treść kryje się za doskonałym piórem. Otóż Ernaux pisze tak, jak niejeden czytelnik wstydzi się pomyśleć, a co dopiero powiedzieć. Pisarka otwarcie porusza sprawy i zdarzenia, na które wielu spuszcza zasłonę milczenia, chowając na dnie szuflady, pt. tabu. W tym sensie uważam, że jej pisarstwo nie jest dla każdego. Jeśli nie dopuszczasz do siebie, że ktoś może mieć moralność inną niż Twoja, myśleć i czuć inaczej niż Ty, nie sięgaj po tę książkę. Zrani Twoje uczucia, nie tylko religijne.

Co takiego jest w ,,Ciałach”?

Najogólniej – umiejętność opisywania najtrudniejszych kobiecych doświadczeń w niezwykle obrazowy i dokładny sposób. Pisarka broni się przed próbą wytłumaczenia poszczególnych zdarzeń przy pomocy dystansu i doświadczenia, przeciwnie – pilnuje się, aby z możliwie największą precyzją ukazać towarzyszące jej stany emocjonalne, psychologiczne i fizyczne w danym miejscu i czasie w przeszłości, bez naciągania zasłon niedopowiedzeń i niepamięci. Pamięta doskonale. Nie tłumaczy się, nie broni, ale też nie rzuca się na krzyż. Jest brutalnie szczera przede wszystkim sama ze sobą. To pisarstwo na wskroś uczciwe, pamiętnikowe, odtworzone z głowy i wspomnień. Autorka, która wielokrotnie przywołuje jako źródło inspiracji takie nazwiska jak Simone de Beauvior czy Sartre, ma silną potrzebę wyartykułowania i opisania zdarzeń z przeszłości. Doskonale wpisuje się w nurt egzystencjalizmu, ukazując samotność jednostki, ponoszenie odpowiedzialności za dokonane wybory, mozolne nadawanie sensu swojej egzystencji, osadzonej w świecie, w którym się nie odnajduje, który z nią nie rezonuje i w jakimś sensie jest dla niej absurdalny. Wielu autorów, którzy przemycają wątki autobiograficzne, niekoniecznie przyznają się do tego, co ,,nie pasuje do obrazka”. W przypadku Ernaux czytelnik staje się powiernikiem jej otwartej narracji o sobie samej, otrzymując dużą i momentami ciężką dawkę emocji, zwierzeń i przemyśleń. Bez filtra.

Zbawienie czy potępienie?

Odwaga mówienia o sobie, szczerość i maksymalny obiektywizm autorki, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Czy ta książka była jej potrzebna terapeutycznie? Czy miała stanowić katharsis dla duszy i ciała? Czy też była testem, gdzie jest granica pisania o tabu? Być może opisując ,,tamtą” – którą Ernaux bardzo mocno odróżnia od późniejszej siebie – łatwiej jej ułożyć kompletny obraz człowieka, którego zbudowały bardzo różne doświadczenia. Ukazuje złożoność jednostki. Dobra, pilnowana przez matkę uczennica, to też ta, która nie umie się odnaleźć w sytuacjach społecznych, przepełniona kompleksem, związanym ze swoim pochodzeniem, próbująca wyrwać się do lepszego życia za pomocą książek i wykształcenia. Rozdarta między tym, co ,,robię” a co ,,powinnam zrobić”, z refleksją często o krok za późno. To obraz człowieczeństwa, które nie jest czarno-białe, bo człowiek to istota skomplikowana i czasem sama nie do końca znajduje wytłumaczenie, dlaczego zachowała się tak a nie inaczej. Czy ma się przez to wyrzec samej siebie? Ernaux nie robi tego. Bez oczekiwań na zbawienie czy potępienie opisuje prawdę o sobie i robi to po mistrzowsku.

Bez wstydu i żalu

W książce nie znajdziemy słów w stylu: ,,żałuję, że”, ,,dziś zrobiłabym inaczej”, ,,już nie postąpiłabym w ten sposób”. To esej o tym, jaka była, co robiła i myślała, bez próby wybielenia, bez wypierania, bez oczekiwania na społeczną akceptację. Autorka dzieli się swoją historią, nie oczekując ani współczucia czy poklasku, ani wykluczenia i poniżenia. Pisze w zgodzie ze sobą, może nawet sama dla siebie. Każdy człowiek, bez wyjątku, ma jakieś wstydliwe wspomnienia, ale nie każdy chce się nimi dzielić i bez wątpienia nie każdy byłby w stanie zrobić to w takim stylu jak Ernaux.

,,Podejrzenie: czy po kryjomu nie chciałam rozprostować tego zwiniętego fragmentu mojego życia, aby poeksperymentować z granicami pisania, sprawdzić wytrzymałość obrąbka rzeczywistości […]. Być może też wprowadzić do gry figurę pisarki, za jaką uchodzę, zniszczyć ją, odważnie zadenuncjować hochsztaplerkę, na przykład za pomocą słów: ,,Nie jestem tą, za którą mnie uważacie”.

,,Miałam świadomość sztuczności rozprawek i innych prac akademickich, ale czerpałam pewną dumę ze swojej sprawczości, poza tym, wydawało mi się, że to jest cena, jaką się płaci za ,,siedzenie w książkach”, jak mawiali moi rodzice, i za poświęcenie im swojej przyszłości”.

,,W pewnym sensie niemożność napisania pracy dyplomowej była bardziej przerażająca niż potrzeba pozbycia się ciąży. Stanowiła niewątpliwą oznakę niewidocznego upadku. (Kalendarz: ,,Nie piszę i nie pracuję. Jak się z tego wydobyć?”). Przestałam być ,,intelektualistką”. Nie wiem, czy to uczucie jest powszechnie znane. Powoduje niewypowiedziane cierpienie”.

Na książkę ,,Ciała”, wydanej w 2024 przed wyd. Czarne, w przekładzie Agaty Kozak, składają się trzy teksty autobiograficzne, które wcześniej nie były publikowane wspólnie w Polsce: 

  1. „Zdarzenie” (L’Événement) – relacja o nielegalnej aborcji. Tekst stał się podstawą nagrodzonego w Wenecji filmu „Zdarzyło się”.
  2. „Pamięć dziewczyny” (Mémoire de fille) – powrót do lata 1958 roku i doświadczeń, które naznaczyły autorkę na lata.
  3. „Młody mężczyzna” (Le Jeune Homme) – krótka opowieść o relacji kobiety z młodszym o trzydzieści lat partnerem.