,,No więc tak, jest nadzieja, ale nie dla mnie. To z Kafki. Jedno z jego powiedzeń. Paradoksów. Napisał to jako żart, miał do tego rękę jak magik. Wyciągał takie rzeczy jak królik z kapelusza. No, tyle że miał rację – co do siebie, owszem, ale też co do ciebie i do mnie. Co do nas wszystkich. Nadzieja jest, tyle że nie dla nas. Jeśli nadejdzie zbawienie, to nas zaskoczy. Zaskoczy niezmiernie”.
Wydana w styczniu tego roku ,,Nadzieja” to zbiór opowiadań o kobiecych sekretach i refleksyjna wędrówka po świecie uczuć, w których wspólnym mianownikiem jest potrzeba wolności.
W opisie wydawcy czytamy, że ,,Coetzee patrzy na świat oczami kobiet, ukazując najgłębsze ludzkie tęsknoty. Bez patosu, lecz z czułością, która zachwyci każdego wrażliwego czytelnika”.
Sądzę, że jestem dość wrażliwym czytelnikiem i z mojego punktu widzenia, zbiór opowiadań Johna Maxwella Coetzeego faktycznie zachwyca. Językowo jest zwięźle, krótko i na temat. I absolutnie nie zmniejsza to ładunku emocjonalnego, płynącego z dość surowych w formie, ale bogatych w treść zdań.
Tematy, których dotyka autor są uniwersalne, ale nie banalne. Opowiadania, w których główną rolę zagrała ulubiona postać pisarza – Elizabeth Costello – wywarły na mnie szczególne wrażenie. Zmiany zachodzące w wyglądzie i zachowaniu bohaterki w obliczu śmierci, rozważania filozoficzne, notatki, zapiski, relacje z dziećmi, ważne rozmowy z synem.
Jest tu cała gama wrażeń, które podświadomie uruchamiają nasze własne, osobiste przemyślenia, doświadczenia czy wyobrażenia o sprawach trudnych, które nie omijają nikogo. Rozedrganie między tym, co można, a co trzeba. Poruszanie się w ramach konwenansów lub poza nimi, zamyślenie nad moralnością czy granicą tego, co etyczne.
Nie bez powodu, Coetzee jest uważany za mistrza niedopowiedzeń. Te, paradoksalnie czasem znaczą więcej, niż tysiąc słów. Zatem bez zbędnych słów – przeczytajcie. Mam Nadzieję graniczącą z pewnością, że nie pożałujecie.
Ten tekst został pierwotnie opublikowany 06.04.2025 na Facebooku.

