,,Którejś nocy czy któregoś poranka człowiek przechodzi granicę, osiąga swój szczyt i robi pierwszy krok w dół, ku śmierci. Wtedy pojawia się pytanie: czy schodzić dumnie z twarzą zwróconą ku ciemności, czy odwrócić się ku temu, co było, trzymać pozór i udawać, że to nie żadna ciemność, ale tylko światło zgaszonego pokoju. […] Największym oszustwem młodości jest wszelki optymizm, uporczywa wiara w to, że coś się zmieni, poprawi, że we wszystkim jest postęp”.

Poza szczególnymi przypadkami, co do zasady, staram się nie czytać ponownie tej samej książki. Pewne okoliczności sprawiły jednak, że wróciłam do tej, którą uważam za jedną z najlepszych, jakie miałam okazję przeczytać. Powroty po latach mogą być mniej entuzjastyczne czy nawet rozczarowujące, może ulecieć pierwsza fascynacja, której próżno szukać przy kolejnym spotkaniu. Ale zupełnie odmienny scenariusz zadział się dla mnie przy lekturze powieści Olgi Tokarczuk ,,Prawiek i inne czasy”.

Prawiek to wieś w Polsce, w której toczy się czas i losy poszczególnych bohaterów, zjawisk i przedmiotów. Powieść została napisana z niezwykłym rozmachem i konsekwencją. Wszystkie poruszone wątki, niczym w zawiłej grze, finalnie układają się w logiczną całość. Autorka nawiązuje do Biblii, mitów, legend, baśni w sposób szalenie twórczy, kreatywnie przedstawiając własną wizję, będącą świadectwem jej niezwykłych umiejętności pisarskich.

Krótkie rozdziały to ,,czasy”. ,,Czas Genowefy”, ,,Czas Misi”, ,,Czas Izydora”, ,,Czas domu”, ,,Czas Boga” czy ,,Czas Gry” to tylko przykładowe, przeplatające się i często powracające wątki.

,,Prawiek…” łączy w sobie wiele motywów, symboli, postaci i umiejscawia je w dość hermetycznym świecie, w którym głównym motywem jest przemijanie. Niezwykle ciekawie ukazany jest motyw powstania świata. Kosmologia zawarta w Grze, staje się metaforą świata przedstawionego. Tokarczuk prowadzi nas przez swoistą sagę rodzinną, niezwykle potoczystym językiem. Styl i spójność, która wyróżnia tę książkę, pozwala nam przebrnąć przez ciężkie a nawet przytłaczające etapy życia bohaterów. Tu nawet w boskich przemyśleniach i rozterkach, dominuje poczucie osamotnienia.

Zdecydowanie nie jest to książka z gatunku ku pokrzepieniu serc. Nie chcę powiedzieć, że jest przytłaczająca, ale tak – w ogólnym wrażeniu jest smutna. Pomimo niezwykle pięknego i lekkiego pióra pisarki, który pozwala przez nią niemal przepłynąć, nie zostawia złudzeń, jak trudno odnaleźć nadzieję i własną drogę do szczęścia oraz jak trudno wyzwolić się ze schematów, w których się dorasta. Próby zmiany kierunku, zazwyczaj nie przynoszą zamierzonych efektów, chociaż zdarzają się wyjątki. Dlaczego tak jest? Czy Prawiek, który zdaje się być nieprzekraczalny, to tylko administracyjna granica miejsca, w którym czas zatacza koło i w którym postacie kręcą się niczym w młynku Misi, jednej z głównych bohaterek powieści? A może Prawiek ze wszystkimi ograniczeniami, istnieje w postaciach przedstawionych, w ich sercach i umysłach, i tylko nielicznym z nich udaje się tę granicę przekroczyć?

Zostawiam znak zapytania.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 25.04.2025 na Facebooku.