,,Ta książka rodzi się we mnie z mieszanki uczuć. Pierwszy jest smutek – bo patrzę z bardzo bliska na kobiety, które trwają w znieruchomieniu, chociaż, paradoksalnie, są w ciągłym ruchu. W rozmowach z przyjaciółkami, w historiach uczestniczek prowadzonych przeze mnie warsztatów, w listach od czytelniczek „Czułej Przewodniczki” wciąż wraca wątek życia w uwikłaniu, życia nie swoim życiem. To wywołuje we mnie poczucie wielkiej straty, jakiegoś kompletnego bezsensu. Potem budzi się oburzenie. I – wreszcie – nadzieja, że możemy się spotkać i że to spotkanie i dla ciebie, i dla mnie będzie ważne. Widzę je jako rodzaj wspólnej wyprawy w poszukiwaniu wewnętrznej wolności – nie takiej wolności, którą ktoś tobie albo mnie miałby wręczyć, ale tej, którą możemy znaleźć w swoim środku”.

– Natalia de Barbaro

Dziś nie będzie recenzji ani nic na jej kształt. Wymarzyłam sobie weekend w temacie nadziei. Dziś będzie o emocjach i o tym, że czasem to nie my wybieramy książki, lecz to one wybierają nas. Przywołują, przyciągają jak po niewidzialnej nitce, a potem zostają, zapisując się w naszej pamięci na dłużej. Czasem na całe życie.

Zastanawiasz się, czemu sięgasz akurat po tę książkę? Czemu spośród tylu dostępnych pozycji, wygrywa dziś właśnie ta? Dlaczego akurat ten tytuł? Być może kluczem jest autor, a może jakiś graficzny element na okładce? Może intrygująca historia związana z powstaniem książki, a może coś bardziej przyziemnego? Czy jest tak, że dziś potrzebujesz trzymać w dłoniach nową, twardą okładkę, a może właśnie tę bardzo wysłużoną, miękką, pomarszczoną, na której czas i doświadczenie innych rąk, zostawiły trwały ślad? Czy ma pachnieć świeżością, bielą kartek, drukarnią czy też strychem, piwnicą, starością?

A może tak jak ja szukasz, czego Ci teraz w życiu najbardziej potrzeba? Ale nie zawsze wiesz, czego Ci potrzeba, więc szukasz intuicyjnie, w niepewności i rozedrganiu. W oczekiwaniu, w którym pokładasz swoje nadzieje. I zawsze, ale to zawsze zwracasz szczególną uwagę na tytuł, który musi mieć w sobie zachętę, obietnicę albo skojarzenie, które wywołuje określone wrażenie. Być może w ten sam sposób obracasz ją i czytasz na odwrocie, aby się z nią zapoznać. Jeśli zaintryguje Cię choćby jedno zdanie, zaczynasz ją kartkować i Twój wzrok pada na losowo wybrany akapit na przypadkowo otwartej stronie. Czasem wystarczy jedno zdanie. Bywa, że kluczem jest jedno słowo.

Zdarza się, że właściwy egzemplarz znajdujesz od razu, innym razem poświęcasz więcej czasu na szukanie tego, co zasłuży na twoją uwagę. I szukasz tak do zwycięstwa. A później zachwycisz się lub przejdziesz obojętnie. Być może się rozczarujesz. Bywa, że ciężar książki Cię pokona, poddasz się nie docierając do jej kresu. A czasem poczujesz ten dziwny uścisk w żołądku i zawód, że to już koniec. W każdym razie, to co czeka na końcu, jest elementem przygody, która skrywa tajemnicę.

Lubię mieć książki pod ręką we własnej domowej bibliotece, ale do licha, jakże niesamowicie lubię zaglądać do publicznych bibliotek, antykwariatów i małych, lokalnych księgarni. Z tego kręgu, ostatnio najczęściej wybieram biblioteki. Czasem czeka tam na mnie już jakaś książkowa towarzyszka, o której obecność poprosiłam uprzednio, a ja cieszę się na to spotkanie. Przyciskam ją do siebie, gdy jest już w zasięgu moich rąk. Lubię jej zapach, zagadkę, która będzie trwać, dopóki się bliżej nie poznamy. A czasem idę w ciemno i o tym, z czym wrócę do domu, decyduje… no właśnie. Przypadek? Nie sądzę.

Jak doszło do mojego spotkania z książką ,,Przędza. W poszukiwaniu wewnętrznej wolności”? Oczywiście po nitce do kłębka, czyli od ,,Czułej przewodniczki”. Jakże to piękny tytuł. Nie mógł mnie nie oczarować. Naturalnie kojarzył mi się też z ,,Czułym narratorem”, co jeszcze bardziej zachęciło do bliższego poznania. Ale nie od razu. O ile ,,Czułą…” przeczytałam kilka lat temu, o tyle po ,,Przędzę…” sięgnęłam po webinarowym spotkaniu, na którym miesiąc temu miałam przyjemność poznać i posłuchać autorki. Moje uczucie oczarowania jej osobą, głośno wyrażona opinia, powrót do zachwytu nad ,,Czułą…” i zawód w związku z nieznajomością ,,Przędzy…”. Natychmiastowa reakcja koleżanki: ,,Mam i mogę jutro przynieść. Chcesz pożyczyć?”. O bogini! Oczywiście, że chcę i stało się słowo.

Ani w pierwszym ani w drugim przypadku nie zawiodłam się czytelniczo na Natalii de Barbaro. Jej książki są dla mnie jak balsam, jak gorąca zupa po dniu pełnym stresu i pośpiechu, jak czyjeś ciepłe dłonie, które w swoich trzymają moje wiecznie zimne, jak pachnąca świeca, która otula światłem i ciepłem.

Tak wiele fragmentów ,,Przędzy” wartych jest zacytowania, że aby je przytoczyć, musiałabym przepisać znakomitą część książki, czego nie uczynię. Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli szukasz drogi do siebie, (a w końcu każda myśląca istota powinna starać się być w zgodzie ze sobą i tym, co jej w środku/duszy/sercu/głowie gra), to ta książka będzie pomocnym drogowskazem. Nie odnajdziesz w niej gotowej recepty na lepszą wersję siebie, ale znajdziesz inspirację, by zacząć szukać swojej przędzy, swoich mocy, talentów, emocji i wszelkich zasobów, dzięki którym zaczniesz tkać własną, wygodną i skrojoną na własną miarę tkaninę, która pomoże ci poszukać drogi do wewnętrznej wolności.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 28.03.2025 na Facebooku.