,,Pojadę tam zademonstrować im coś, czego nikt dotąd nie oglądał na żadnym festiwalu sztuki: przedstawiciela tej rzeszy artystów, którzy poświęcili całe życie na poszukiwanie prawdy i piękna, a znaleźli guzik z pętelką”.

Kilgore Trout, jeden z ulubionych bohaterów powieści Kurta Vonneguta, postanawia wzburzyć artystyczny światek i pojawić się na przekór wszystkiemu na festiwalu sztuki. Liczy na wprawienie w zakłopotanie wszystkich, spodziewających się w takim miejscu ludzi sukcesu, do których Trout się nie zalicza. Jego mecenasem i osobą, której zawdzięcza zaproszenie na festiwal (które nota bene w pierwszej chwili wziął za żart) jest bodaj jego jedyny wielbiciel Eliot Rosewater. Kilgore czuje się niedoceniony jako pisarz. Swoje sto siedemnaście powieści i dwa tysiące opowiadań publikuje dzięki kontraktowi z Biblioteką Klasyki Światowej w Los Angeles, wydającej stuprocentową pornografię.

Przekonany, że na radosne salony wniesie jedynie rozpacz i pustkę przeciw pożądanej wszem i wobec wesołkowatości, nawet nie podejrzewa, jak bardzo wpłynie na dalsze losy Dwayne’a Hoovera oraz… na swoje własne. Ponad wszelką wątpliwość nie spodziewa się również spotkania ze Stwórcą. Po wydarzeniach, które miały miejsce w Midland City, staje się pionierem w dziedzinie zdrowia psychicznego. W 1979 otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

Drugą postacią, wokół której zawiązuje się akcja powieści jest Dwayne Hoover, sprzedawca Pontiaków, fantastycznie bogaty facet, który mieszka w fikcyjnym mieście Midland City. Jego zachowanie zaczyna wzbudzać pewne podejrzenia wśród najbliższych osób. Spotyka Trouta jesienią 1972 na festiwalu sztuki, w swoim rodzinnym mieście. Hoover traci zmysły a definitywnie odchodzi od nich po przeczytaniu: ,,Teraz można to ujawnić”. Pod wpływem tej lektury jest przekonany, że jest jedynym człowiekiem na świecie, a wszyscy pozostali to maszyny.

Brak wrażliwości i uważności na drugiego człowieka w najbliższym otoczeniu, podany w sposób groteskowy i ironiczny, to nie jedyny problem, do którego, z właściwym sobie dowcipem, odwołuje się Vonnegut. Powieść dotyka również kwestii rasizmu, nierówności społecznych, niewolnictwa, niszczenia środowiska oraz patosu na temat Stanów Zjednoczonych i rzuca cień na obraz wyśnionego, amerykańskiego snu.

Kontrast między trudnymi tematami, poruszanymi przez Vonneguta w ,,Śniadaniu mistrzów” a lekką formą, w jaką te złożone zagadnienia ubiera, potęguje przekaz. Nasz wzrok podąża dokładnie w kierunku wskazanym przez autora. Czarny humor zmniejsza ciężar gatunkowy, który wynika z treści i wydobytych na światło dzienne faktów, zdarzeń czy historii. Zdaje się, że oglądamy rzeczywistość w krzywym zwierciadle, ale świadomość, że w sprawach fundamentalnych autor nie nagina faktów, tylko pokazuje rzeczy takimi jakie naprawdę są, nie napawa optymizmem. Taki śmiech przez łzy.

Vonnegut bez ogródek pisze o wadach swojego narodu: ,,My Amerykanie, wymagamy symboli barwnych, trójwymiarowych i soczystych. Ponad wszystko jednak pragniemy symboli nie zatrutych ciężkimi grzechami, jakie popełnił nasz naród, takimi jak niewolnictwo, ludobójstwo i zbrodnicza obojętność, oraz krzykliwą handlarską zachłannością i kombinacjami. […] Stary człowiek podniósł wzrok […]. I ujrzał w mojej dłoni jabłko”. A zatem małe światełko w tunelu, promyk nadziei.

Pierwsze wydanie ,,Śniadania mistrzów, czyli żegnaj czarny poniedziałku” ukazało się nakładem Delacorte Press (Nowy Jork) w roku 1973. Specyficzna, charakterystyczna narracja i język bezbłędnie trafiają w moje gusta. Vonnegut zmarł, zanim Apple wypuścił swój pierwszy iPhone, odchodząc jako pisarz epoki, która bezpowrotnie minęła. Mimo upływu czasu i kolejnych generacji (pokoleń i telefonów), pewne problemy amerykańskiego społeczeństwa nie tracą na aktualności i, o ironio, nie chcą trafić do lamusa.

Chciałoby się, aby ktoś w równie trafny, bezpardonowy i zmuszający do refleksji sposób wydobył do wierzchu to, co trawi współczesną Amerykę. I nie tylko ją…

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 14.03.2025 na Facebooku.