czyli między słowami a pikselami

Tag: książka (Page 2 of 4)

William Faulkner ,,Światłość w sierpniu”

,,Światłość w sierpniu” została napisana w 1932 roku, a w polskim tłumaczeniu ukazała się po raz pierwszy w 1959.

W roku 1950 William Faulkner za całokształt twórczości otrzymał Nagrodę Nobla.

Jego literacka spuścizna obejmuje kilkanaście powieści, kilka tomów poezji, nowel, esejów i rozpraw.

,,Światłość…” zapisze się dla mnie jako powieść o mroku, grzechach przeszłości, uprzedzeniach, braku (samo)akceptacji i samotności.

Książka pokazuje różne portrety psychologiczne, złożone sylwetki kilku bohaterów. Dociska bagażem ich doświadczeń. Czytałam ją długo i z licznymi przerwami. Bynajmniej nie przez język, który mnie wciągał i raczej trzymał przy lekturze niż od niej odpychał. Po prostu ładunek emocjonalny był tak ciężki, że momentami nie potrafiłam go udźwignąć. A może czas, w którym ją czytałam wpłynął na taki a nie inny odbiór? Oczywiście. Zawsze wpływa. Dlatego jest to ,,niecodziennik subiektywny”. Każdego dnia mogę widzieć rzeczy inaczej. Przez pryzmat mojego aktualnego ,,ja” i osobistych spraw, które malują mój portret oraz obraz ludzi i świata wokół mnie.

Chciałabym jeszcze kiedyś wrócić do ,,Światłości…”, by się przekonać, jak ją odczytam, jak poczuję w innym momencie. Jeśli tylko pozwoli czas, którego bezlitośnie ubywa… Tak wiele książek czeka w długiej kolejce na swoją szansę. Chciałabym je wszystkie przeczytać. Wiem, że to niemożliwe, ale póki bije serce, chcę niemożliwego. Jeśli nie będzie dane wrócić do tej książki, cóż… nic się nie stanie. To jedna z tych, które zapadają głęboko i siedzą w człowieku, nawet wtedy, gdy przykrywa je pozorny płaszcz niepamięci.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 03.10.2025 na Facebooku.

Ernest Hemingway ,,Stary człowiek i morze”, Antoine de Saint-Exupery ,,Mały Książę”

,,Ludzie jadą pociągami w tłoku i ścisku, nie znając celu swojej podróży. Są jak pies, który chce złapać własny ogon – powiedział Mały Książę. I dodał: – To ich do niczego nie prowadzi…”

Wakacje wciąż jeszcze żywe we wspomnieniach, znacznie wygodniej rozgaszczają się w czasie przeszłym i przyszłym, coraz mniej rezonując z czasem teraźniejszym. Nieuchronny upływ czasu. Przełom sierpnia i września wzbudza pewien rodzaj nostalgii oraz skłania mnie do powrotów. Również tych literackich.

Dwie tak inne, a jednak podobne pozycje: ,,Mały Książę” i ,,Stary człowiek i morze”. Antoine de Saint-Exupery i Ernest Hemingway. Na marginesie, panowie osobiście spotkali się w walczącej Hiszpanii w marcu 1937 roku. Obie książki są niedużych rozmiarów, a jednak ważne i wielkie w przekazie. Mimo skromnej ilość stron, bogate w treści i znaczenia, które zostają z czytelnikiem długo po ich lekturze.

Po kilkukrotnym przeczytaniu obu, na przestrzeni ponad dwudziestu lat, wywołują we mnie nieustanny zachwyt. Prosto, szczerze i bezpretensjonalnie mówią o uczuciach, działaniach podyktowanych instynktem i płynących z potrzeby serca, o jasnych motywach, wynikających z poczucia godności, o szacunku do przyrody, o odpowiedzialności i ponoszeniu konsekwencji za swoje decyzje. W końcu, bez zbędnego patosu czy taniego romantyzowania, traktują o życiu i śmierci. Mimo tęsknoty i przeciwności losu, pokazują odwagę do podejmowania samotnych podróży, również, a może zwłaszcza tych w głąb samego siebie.

Santiago czwartej nocy od opuszczenia lądu, dopływa w końcu na brzeg. Wyczerpany, ledwo trzymający się na nogach, powoli i z przerwami zmierzający do swojego domu. Kogo widzę? Czy patrzę na niego z żalem i litością? Czy odnajduję człowieka przegranego, który po wyczerpującej walce na morzu, dociera zaledwie ze szkieletem po ogromnym marlinie?

Otóż nie. Widzę wyraźnie Santiago El Campeon w swoich najlepszych latach, w szynku w Casablance, który kładzie na rękę najsilniejszego człowieka w porcie. Widzę kogoś, kto wypłynął jako zgaszony starzec a powrócił jako mężczyzna, który na morzu odzyskał swoją godność. Nie słyszę już drwin lokalnej społeczności Hawany. Nie odnajduję upokarzającego współczucia. Nie słyszę zakazów kierowanych od rodziców do Manolina, aby nie płynął na pechowej łodzi. Nie widzę nic, co stary człowiek miałby udowadniać komuś innemu czy sobie. Rejestruję ciszę na morzu, kontemplację, skupienie, umiejętność bycia sam na sam z naturą, podporządkowanie się jej prawom, które bywają brutalne i trudno, bo takie jest życie. Widzę odwagę i gotowość do walki o swoje marzenia oraz akceptację tego, co mimo wysiłków nie pozwala osiągnąć zamierzonego celu. Zdeterminowanie i podjęcie trudnych decyzji. Droga do celu, która staję się osobną historią, zmienia punkt widzenia, otwiera na nowe horyzonty, pozwala spojrzeć na sprawy z szerszej perspektywy. Podróż, która jest metaforą powrotu do siebie.

A Mały Książę? Odważny, lojalny, wrażliwy, troskliwy, małomówny, zdeterminowany chłopiec. To w podróży odkrył wyjątkowość i niepowtarzalność swojej Róży, którą kochał. Dzięki podróży poznał Lisa, którego oswoił i pilota, z którym nawiązał więź. Wylądował na Ziemi i z tego miejsca się ewakuował. Na swoich zasadach, tak jak zaplanował. Na kartach obu książek padło tyle ważnych słów, tyle cennych lekcji. Dwie najważniejsze, spośród tych, do których nieustannie wracam i które ciągle odkrywam:

,, – Bądź zdrów – odparł Lis. – A oto moja tajemnica, jest bardzo prosta: Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu”.

,,Człowiek nie jest stworzony do klęski – powiedział. – Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Żal mi jednak, że zabiłem tę rybę – pomyślał. […] – Nie myśl, stary – powiedział na głos. – Płyń po kursie i przyjmij to, co przyjdzie”.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 10.09.2025 na Facebooku.

Maria Pasquale ,,How to be Italian”

Wrzesień. Miesiąc spod znaku powrotu do szkoły czy pracy. Ale to przecież nie jest koniec świata, niezapomnianych wrażeń, ciepłych wspomnień i wakacyjnych pamiątek, wywołujących uśmiech na twarzy. Również a może przede wszystkim tych książkowych pamiątek.

Podładują akumulatory na okoliczność szarych, jesiennych wieczorów i przywołają słoneczne obrazy. Jak zawsze najlepiej będą smakować pod kocem w towarzystwie gorącej herbaty z miodem.

Mam i ja…

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 02.09.2025 na Facebooku.

Ernest Hemingway ,,Komu bije dzwon”

,,Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie”.

John Donne

Początkowo powieść Ernesta Hemingwaya o wojnie domowej w Hiszpanii miała mieć tytuł ,,Kraj nieodkryty”. Po natrafieniu na przytoczone wyżej motto siedemnastowiecznego poety Johna Donne’a w antologii ,,The Oxford Book of English Prose”, wybór padł na ,,Komu bije dzwon”. Stało się tak, ponieważ współzależność życia wszystkich istot ludzkich silnie koresponduje z problematyką powieści Hemingwaya.

Rada nagrody Pulitzera na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, uznała, że jest to najlepsza książka roku 1940. Jednak przewodniczący rady, rektor N. M. Butler, wyraził sprzeciw i przekonywał, aby nie wiązać uniwersytetu z nagrodą dla ,,tego rodzaju książki”. W konsekwencji, za rok 1940 – nie przyznano nagrody Pulitzera.

Zatem jakiego rodzaju i o czym jest książka ,,Komu bije dzwon”?

Hiszpania w rejonie Segowii, rok 1937. Źródłem akcji jest wojna zaczepna armii republikańskiej w górach Guadarrama, przeprowadzona do odciążenia frontu baskijskiego, na którym trwał nieustanny atak rebeliantów generała Franco, wspieranych przez niemiecką artylerię i lotnictwo, uderzające na Bilbao. Wojna domowa w Hiszpanii, w kraju tak bliskim sercu Hemingwaya, wzburza go i wywołuje zdecydowaną reakcję. Pisarz publikuje liczne artykuły o konieczności przeciwstawiania się faszyzmowi, organizuje i wspiera zbiórki na rzecz wojsk republikańskich, jest uczestnikiem i korespondentem wydarzeń, które dzieją się w Hiszpanii. Wojna domowa to również obraz gwałtownych zmian społecznych i politycznych, wychodzących daleko poza hiszpańskie granice i wieszczących wybuch II Wojny Światowej.

,,Problem pisarza się nie zmienia. – mówił podczas II Zjazdu Pisarzy Amerykańskich 4 czerwca 1937 roku – Stanowi go zawsze pisanie prawdy i odkrywanie prawdy […] Istnieje tylko jeden system rządów, który nie może wydać dobrych pisarzy, a systemem tym jest faszyzm”.

Postaci wokół, których zbudowana jest akcja, wierzą w Republikę i są zdeterminowane, by o nią walczyć. Metody po jakie sięgają, a o których dowiadujemy się m.in. z opowieści Pilar, jednej z głównych bohaterek, ukazują tragizm sytuacji, w której sąsiad morduje sąsiada. O tym, kto jest po której stronie, często decyduje przypadek, a zdefiniowanie człowieka jako faszystę czy antyfaszystę, wcale nie jest takie oczywiste. Widzimy zwykłych ludzi, podzielonych, ustawionych na dwóch skrajnych biegunach w kategorii: przyjaciel albo wróg. Psychologia tłumu, która doprowadza do zbiorowej brutalności i bezwzględności. Gorzka refleksja o tym, co się stało, przychodzi po fakcie i nie do każdego. Opis sytuacji i ludzi, których wczoraj mijano na ulicy, u których robiono zakupy, by kolejnego dnia zabić ich bez litości, wywołują piorunujące wrażenie.

Zbudowanie atmosfery nienawiści i wrogości, podziału na my i oni, nasi i obcy. Ale to już było. Doprawdy? Tylko czy dziś możemy powiedzieć, że są to obrazy, które na pewno nigdy się nie powtórzą? Czy Europa, Ameryka, świat radzą sobie z niepokojącymi, coraz bardziej skrajnymi nastrojami społecznymi w obliczu ogromnych wyzwań, jakim są konflikty zbrojne, migracje i zachwiane poczucie bezpieczeństwa?

I znów wracam do Milana Kundery. Nie, nie odrobiliśmy lekcji historii i nigdy nie odrobimy, bo historia nie jest nauczycielką życia. Wszystkie zdarzenia dzieją się bez powtórzeń , każda sytuacja jest inna, a nawet jeśli podobna, to przecież nigdy nie mamy pewności, które rozwiązanie będzie tym właściwym. Delikatnie mówiąc, stawia nas to na straconej pozycji. Co zrobić z tą wiedzą? Na co liczyć?

Może najgorsze nieszczęścia akurat mnie ominą? Może nie będę w sytuacji, która będzie wymagała podjęcia decyzji z kategorii imperatywu moralnego? Może mi się uda uniknąć konfrontacji z wojną? A może nie i jedyną słuszną drogą będzie, jak w przypadku Roberta Jordana, zdecydowane określenie, po której stanąć stronie. Mimo wątpliwości, być wiernym swoim przekonaniom i widzieć sens tego, w czym się uczestniczy. Umieć wytłumaczyć sobie, że życie jest tylko na chwilę i nie trzymać się go kurczowo za wszelką cenę. Nie być tchórzem i zachowywać się z godnością, nawet gdy sprawy przyjmą zły obrót. Proste? W teorii wszystko jest proste.

Odczytuję ,,Komu bije dzwon” jako powieść głęboko zmuszającą do refleksji. Przede wszystkich do zastanowienia się nad sensem wojny. ,,[…]w toku walki ci, którzy przeżyli i spisywali się dobrze, wkrótce wyzbyli się czystości uczuć. Już po pierwszych sześciu miesiącach” (s. 292). Po drugie nad sensem dzielenia ludzi na tych absolutnie dobrych i bezwzględnie złych, czarnych i białych, poprawnych i niepoprawnych; nad moralnym prawem do szczucia na siebie nawzajem.

Hemingway kreśli ciekawe charaktery. Ogromną sympatię zyskuje u mnie stary Anselmo, lojalny, wierzący w siłę edukacji jako wali ze złem, rozumiejący sens dyscypliny żołnierskiej i swojej walki.

W książkach Hemingwaya zawsze widzimy zwykłego człowieka, postawionego w niezwykłej sytuacji, w której musi odkryć, jakimi zasadami się kieruje, czy umie zdobyć się na heroizm, podjąć walkę, a nawet postawić na szali swoje życie, jeśli sprawa tego wymaga.

Z drugiej strony, poczucie obowiązku, odpowiedzialność i wykonywanie rozkazów brzmią mężnie i bohatersko, dopóki nie zestawimy ich z motywacją faszystów. Nagle ci dobrzy i ci źli wcale tak bardzo się nie różnią. Niejasna motywacja Roberta Jordana, to jeden z głównych zarzutów ze strony krytyków książki.

W gruncie rzeczy możemy dojść do wniosków, które sformułował Michaił A. Bakunin, że ,,wykonywanie władzy deprawuje, podleganie władzy upokarza”. Nie chodzi o krzewienie anarchizmu. Robert Jordan, który zgłasza się na ochotnika do wysadzenia mostu, w walce przeciw rebeliantom Franco, nie bierze pod uwagę, aby mógł nie wykonać powierzonego mu zadania. Liczy się z tym, że okoliczności mogą doprowadzić do niepowodzenia akcji, ale to go nie powstrzymuje, bo rozkaz to rozkaz. Czy podjęcie walki, która w jego odczuciu jest skazana na porażkę, to nie absurd? Robert wie, że absurdem jest całe życie. Rzecz w tym, aby nadać mu sens.

W 1954 roku na Hemingwaya czeka najwyższe literackie wyróżnienie – nagroda Nobla. Szwedzka Akademia wymienia: ,,potężne, stylotwórcze mistrzostwo współczesnej sztuki narracyjnej”, ,,heroiczny patos”, ,,świadomość życia” i ,,męskie umiłowanie niebezpieczeństwa i przygody”.

Jeden z powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę: Niech wiedza i edukacja, zgodnie z filozofią Anselma, stanowią antidotum na wszechobecną nienawiść i agresję. Niech leczą je w zarodku, zanim brat zacznie zabijać brata. Od tego wcale nie jest tak daleko, jak mogłoby się wydawać.

Polecam szczególnie wydanie Biblioteki Narodowej z przekładem Bronisława Zielińskiego, przyjaciela pisarza oraz z doskonałym opracowaniem Leszka Elektorowicza (żołnierza AK, którego biografia i dorobek literacki jest warty zapoznania). Przeczytacie w nim ponad 90 stron o życiu Hemingwaya, jego twórczości, tle historyczno-społecznym powieści, pierwszym zakończeniu książki, które pisarz jednak zmienił oraz wielu innych ciekawych wątkach.

Przeto nigdy nie pytaj, po prostu przeczytaj.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 15.08.2025 na Facebooku.

Jon Fosse ,,Ja to ktoś inny. Septologia 3-5″

,,Ja to ktoś inny” to drugi tom ,,Septologii”, opus magnum norweskiego pisarza Jona Fossego, powszechnie uznawanego za jednego z najważniejszych twórców naszych czasów, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z 2023 roku.

Głównym bohaterem powieści jest malarz i wdowiec Asle, który mieszka sam w domu w Dylgja. Życie towarzyskie Aslego z teraźniejszości, poza incydentalnymi przypadkami, ogranicza się do spotkań z dwoma osobami – rybakiem Asleikiem i właścicielem galerii Beyerem, który odkrył jego talent i stał się mecenasem jego sztuki. Społeczny minimalizm rezonuje z introwertyczną i spokojną naturą Aslego. Spokojną lub uspokojoną. Uspokojoną lub zmęczoną brakiem spokoju w przeszłości. A może wcale nie spokojną, tylko po prostu cichą? Niektóre chaotyczne zachowania wskazują na rodzaj wewnętrznego rozedrgania i lęki. Białe plamy w pamięci wywołują niepokój. Będąc osobą, która uwolniła się od nałogu, Asle mówi o sobie, że ,,ja już wypiłem swoje, a nawet więcej”. Jego obecny świat to świat tęsknoty za ukochaną, przedwcześnie zmarłą żoną Ales, przestrzeń wypełniona retrospekcjami oraz religią, która nie tyle stanowi źródło wiary, co siły i wsparcia w momentach smutku i zwątpienia. Modlitwa nie jest spotkaniem z Bogiem lecz łącznikiem z żoną i wspomnieniem po niej, dlatego Asle często sięga po różaniec. Całość dopełniają opisy norweskiego krajobrazu, surowe, zimne, tak doskonale korespondujące z klimatem książki. Przyroda odgrywa tu istotną rolę.

W drugim tomie, który odwołuje się do przeszłości i młodzieńczych lat, Asle poznaje w Bjorgvin swoją przyszłą żonę i się w niej zakochuje. Spotyka również swojego sobowtóra. A może cień? A może drugą wersję tego samego życia? Obaj Asle ubierają się identycznie i chcą zostać malarzami.

,,Septologia” to metafizyczna powieść o miłości, sztuce, Bogu, przyjaźni i przemijaniu. Wszystko w niej dzieje się w porywającym rytmie, na wdechach i wydechach podczas odmawiania ,,Pater Noster”, w występujących w zapętleniu obrazach i zdaniach. Przypomina sen, po którym do świadomości przebiją się wybrane wątki, skojarzenia czy wspomnienia. Część z nich jest ostra, inne są zamazane. Niektóre nabierają wyraźniejszych barw na kolejnych kartach powieści, dopełniając obrazu, w którym nadal pozostaje jeszcze wiele białych plam. Jestem przekonana, że jedno czy dwukrotne przeczytanie serii nie jest wystarczające do wyłapania wszystkich ukrytych znaczeń, a każdy kolejny powrót do ,,Septologii” będzie stanowić źródło nowych odkryć, które mogły umknąć w tej hipnotyzującej narracji.

Rozczuliła mnie rozmowa z nieżyjącą żoną i jej nietykalne krzesło, na którym nikt, włącznie z Aslem, nie miał prawa siadać po jej śmierci.

Jest to pozycja absolutnie genialna i niedająca się porównać do niczego, co zdarzyło mi się wcześniej przeczytać. Z niecierpliwością wypatruję ostatniego tomu pt. ,,Drugie imię” cz. 6-7, w polskim przekładzie Iwony Zimnickiej, którego premiera jest zapowiadana przez wydawnictwo ArtRage na 28.08.2025 roku. Jest na co czekać.

Wybrane fragmenty:

,,[…] często bywa tak, że te które lubię najmniej, są najlepszymi obrazami, a te, które lubię najbardziej, są najgorszymi, i to zdumiewające, że to, czy coś jest dobre, czy złe, nie ma żadnego związku z tym, że ktoś coś lubi czy czegoś nie lubi, tylko z tym, co jest dobrą sztuką, a co złą, bo sztuka ma związek z jakością […]” s.140

,,[…] kiedy trzymam w ręku jeden z różańców Ales, to wtedy jakby długo rozmawiamy o wszystkim, o czym tylko się da, a potem się ze sobą żegnamy i mówimy sobie, że już niedługo znów się spotkamy, i odwieszam różańce, i tak bardzo tęsknię za Ales, i dlaczego ona musiała umrzeć tak młodo i tak nagle ode mnie odejść? I myślę i słyszę, jak Ales mówi, że chociaż zawsze noszę ten sam różaniec, to jednak zmieniam szaliki, które noszę, a ja mówię, że z całą pewnością nosiłem wszystkie szaliki, które mi dała, a ona mówi, że na pewno tak było […]” s.134

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 16.07.2025 na Facebooku.

Podsumowanie czytelniczego półrocza. Styczeń – czerwiec 2025

Pół roku minęło jak jeden dzień. I chociaż plany są zawsze bardziej ambitne niż rzeczywistość, a lista lektur raczej za długa niż za krótka, to nie mierzę się i nie ścigam z nikim poza ewentualnie samą sobą.

Styczeń – czerwiec 2025 czytelniczo przechodzą do historii. Może na koniec roku pokuszę się o jakiś ranking, a może i nie? Tak trudno zestawić książki z totalnie innych gatunków i światów, porównywać, silić się na wartościowanie, co lepsze, co gorsze. Zresztą, jest tylu świetnych recenzentów, krytyków, tyle stron zawierających streszczenia, fachowe analizy i merytoryczne opinie. Chyba nie mam ani takich kompetencji, ani wykształcenia, ani takiego wyrobienia czytelniczego, ani nawet potrzeby, żeby móc się na to porywać.

Przelewam subiektywne odczucia. Utrwalam to, co zapadnie mi w pamięć, zwróci moją uwagę. Czytam, dzielę się tym, co mnie chwyciło lub nie i puszczam to w świat, licząc nieśmiało, że to swoiste babie lato dokądś doleci i wywoła jakieś wrażenia.

Piszę emocjami. Nie każdą książkę jestem w stanie opatrzeć recenzją. Niektóre przeżywam zbyt osobiście. Czuję je, a nie potrafię ich nazwać. Jak dźwięk, który wywołuje łzy i dreszcze. Ty zapłaczesz, lecz ktoś obok nie zrozumie dlaczego i co właściwie się stało. I vice versa. Ale to nic. Jesteśmy różni i mamy prawo czuć inaczej. Np. dziś/jutro/może nigdy nie napiszę recenzji ,,Obcego”. Nie dam rady. Czytam go trzeci raz i próbuję zmierzyć się z tym, co ta mikropowieść chce mi powiedzieć o wolności, o wyborach i o konsekwencjach bycia sobą. Zresztą genialnie zrobiła to w Posłowiu książki Urszula Klatka (Wydawnictwo Zielona Sowa, 2003). Może jak Mersauluta drażni mnie piekące słońce i nie umiem zebrać myśli, za daleko mam do morza, które mogłoby przynieść ukojenie.

Dziś chwila oddechu, związana z ochłodzeniem. Pierwszy raz od dłuższego czasu jestem w stanie usiąść i cokolwiek napisać. Wiem, że aby złapać równowagę w szarej, zwykłej codzienności, muszę czasem ją podkręcić i polecieć w abstrakt na miarę Vonneguta. Lubię jego styl i na pewno będę po niego sięgać. Doskonały obserwator i demaskator rzeczywistości pod osłoną farsy i czarnego humoru. Czy dziś ktoś tak pisze?

Z ulgą czytam o mroźnej Norwegii w ,,Ja to ktoś inny”. Czytam bardzo wolno i z przerwami. Delektuję się, niespiesznie wracam po fragmenty, które nie chcą mnie opuścić. Albo ja ich? Nie chcę kończyć tej książki. Czasem myślę, że pisarstwo Fossego jest jak obrazy bohatera jego książek, czyli ,,niepodobne do niczego”. Najpierw byłam pewna, że się poddam, że tego nie przejdę, ale później nie mogłam myśleć o niczym innym, nie mogłam wyjść z monotonnej narracji, która mnie hipnotyzowała i kazała wracać po więcej. Powtarzalność, spokój, retrospekcje, powtarzalność, refleksje, wolno, wolno, powoli, powtarzalność. Wyjątkowość i dbałość o szczegóły. Po tej książce nie umiem złapać w rękę i przeczytać ,,cokolwiek”. Wyjątkowość kontrastuje z pospolitością, wielkość z miałkością. Nawet jeśli brzmi to zbyt patetycznie, to życie – moim zdaniem, jest za krótkie, żeby czytać byle co. Za dużo genialnych książek i tak przejdzie mi bokiem. Plany zawsze będą ambitniejsze niż rzeczywistość. Mimo to warto mieć jakiś plan i starać się go trzymać. Spróbować (chociaż to trudne) nie zabijać czasu, którego jest mniej niż nam się wydaje. Dalej czytać i przeżywać to, co porusza. Złapać fragmenty, które oddają, co myślimy, ale sami lepiej nie ujęlibyśmy tego w słowa. Tam gdzie się uda, opisać i utrwalić coś własnymi słowami. Może ktoś się nad tym zatrzyma, może uzna, że to ważne, że tego potrzebował.

Kolejne książki czekają na mnie w kolejce. Niektóre ,,się czytają”, inne stoją na półkach lub chodzą mi po głowie. Za chwilę zapadnę się w fotel i ciszę. Na pierwszy plan wysuną się niewidzialni bohaterowie, których szelest kartek przywoła do życia ich historie i światy.

Nieskończenie wiele historii i światów.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 08.07.2025 na Facebooku.

John Maxwell Coetzee ,,Polak”

,,Beatriz nie zamierza zostawić męża, a mąż musiałby być głupi, żeby zostawić ją. Nie zakochała się w Polaku. Co najwyżej mu współczuje: że jest samotny, stary i oderwany od świata, który z czasem staje się coraz mniej podatny na jego zdystansowane interpretacje Chopina. I żal jej go, że tak się na niej zafiksował (on może i nazywa to miłością, ale ona nie)”.

Pierwsze skojarzenie do książki ,,Polak” to mój ukochany film ,,Między słowami”, mówiący o tym, że najważniejsze skrywa się w ciszy i niedopowiedzeniach. Samotność i potrzeba bliskości z drugim człowiekiem, wybrzmiewa z ekranu z każdym oddechem, spojrzeniem czy gestem pary głównych bohaterów. Sztuka bez pokazywania palcem czy pisania dużymi literami, co mam czuć i jak mam odczytywać. Co wywołuje określone uczucia? Jak je nazwać? Co motywuje bohaterów i wywołuje takie a nie inne reakcje? Im bardziej nieuchwytne do zinterpretowania motywy, tym więcej pytań i nieprzespanych nocy w poszukiwaniu odpowiedzi i ukrytych znaczeń. Takie obrazy na trwałe zapisują się w pamięci.

Dokładnie tak czuję się po przeczytaniu powieści Coetzeego. Jego pisarstwo jest nienachalne, konkretne, ale ujmujące, wprost, ale przepełnione miejscem na interpretacje czytelnika. Na jego osobiste ,,między słowami”.

Akcja powieści ,,Polak” rozgrywa się między hiszpańską mecenaską sztuki a polskim pianistą. Główne postacie to Beatriz z Barcelony i Witold Walczykiewicz z Warszawy. Więcej ich dzieli niż łączy: dwa różne światy, dwa inne pokolenia, dwa odmienne podejścia do relacji, która niespodziewanie się między nimi zawiązuje.

Witold jest stały w uczuciach, których Beatriz nie odwzajemnia, ale zdaje się być pod wrażeniem zachwytu, który wywołuje w dużo starszym mężczyźnie. Jego szczery podziw i atencja, którą jej okazuje, stają się skuteczną metodą na przełamanie jej dystansu i niechęci, nawet jeśli ona sama przed sobą się do tego nie przyznaje. Nie do końca rozumie, co robi i dlaczego daje się wciągnąć w wir zdarzeń, które wcześniej rozważa i odrzuca jako niemożliwe do spełnienia. Sprawy ostateczne skłonią ją do spojrzenia na ich relację z zupełnie innej perspektywy, a sytuacja z tym związana, wywoła lawinę przemyśleń i ukaże nieznany dotąd obraz bohaterów. I pytanie o to, co naprawdę czuje Beatriz?

Czym zachwycił mnie Coetzee? Na pewno narracją, która w autentyczny sposób oddaje kobiecy punkt widzenia (w kontekście konkretnej bohaterki, bez generalizowania, ale jednak). Beatriz mówi jedno, myśli drugie, robi trzecie, a Coetzee tak genialnie to ilustruje słowami. Powieść skrzy się od niedopowiedzeń, co jest absolutnie w stylu autora i w moim guście. W możliwości własnej interpretacji upatruję tego, co dla mnie w sztuce i w życiu najważniejsze – wolności myślenia.

,,Czy miłość to stan umysłu, stan istnienia, fenomen, kaprys, odpływający jeszcze na naszych oczach w przeszłość w zakamarki historii?”. Beatriz jest przekonana, że jej różne działania motywuje współczucie, nawet pomimo niechęci do fizjonomii czy sztywności w zachowaniu starszego o 24 lata mężczyzny. Czy samo współczucie wystarczy, aby wyjść z wygodnych butów i bezpiecznej codzienności? Czy współczucie jest przyczyną i odpowiedzią na pytanie ,,dlaczego myśl o przejażdżce do Girony mimo wszystko rozpala w niej jakąś iskierkę, wywołuje uśmiech”?

Coetzee buduje piękną historię o wieloznaczności uczuć, o tym, jak trudno zrozumieć motywy serca i rozumu, o nieprzewidywalności własnych decyzji, o tym, jak dążąc do poznania kogoś obcego, odkrywamy, jak bardzo nie znamy samych siebie.

A może bywa tak, że umiejętnie skrywamy swoje prawdziwe ja, które czasem wyrywa się z uśpienia?

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 08.06.2025 na Facebooku.

Jon Fosse ,,Białość”

O jasności, którą widać tylko w mroku. O zjawiskach, które dzieją się w samotności i ciszy. Hipnotyzująca proza z dużą dawką niepokoju.

Próba oswojenia wrażeń za pomocą natury. Obraz i dźwięk.

Ten tekst oraz dołączony do niego film został opublikowany 01.06.2025 na Facebooku.

Viktor E. Frankl ,,Człowiek w poszukiwaniu sensu”

,,Człowiek nie podlega całkowicie zewnętrznemu warunkowaniu i zewnętrznym wpływom, lecz sam świadomie decyduje, czy ulec danym okolicznościom, czy im się przeciwstawić. Innymi słowy, ma nieograniczoną wolność samookreślania się. Nie tylko istnieje, ale nieustannie kształtuje swoją egzystencję, determinując to, kim w danej chwili jest i kim będzie w następnym momencie”.

Viktor E. Frankl

,,Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje”.

F. Nietzsche

Książka Viktora E. Frankla ,,Człowiek w poszukiwaniu sensu” to jego osobisty zapis przeżyć więźnia obozów koncentracyjnych, ujęty z perspektywy neurobiologa, psychiatry, człowieka. Frankl, twórca trzeciej wiedeńskiej szkoły psychoterapii (zwanej: logoterapią), profesjonalnie i analitycznie podchodzi do ludzkich reakcji na sytuacje skrajne. Z lekarską uważnością przeprowadza czytelnika przez etapy, które przechodzili więźniowie tacy jak on. Nie romantyzuje, nie popada w tani sentymentalizm, nie próbuje grać na emocjach.

Frankl nie ocenia, nie rozlicza, nie zgadza się na odpowiedzialność zbiorową czy szybki osąd osób przebywających w obozach. Swoje stanowisko wielokrotnie podpiera konkretnymi dowodami człowieczeństwa bądź jego zaprzeczeniem ze strony różnych osób, niezależnie od przynależności do określonej rasy czy grupy społecznej. Jednostkę traktuje w sposób indywidualny, nie generalizuje, skupia się na mechanizmach, które dzieją się na poziomie ludzkiej psychiki oraz jakie ma to przełożenie na organizm człowieka, na jego siłę, poczucie godność i wolę istnienia.

Ten pozornie surowy w warstwie emocjonalnej dziennik, oddziałuje znacząco na wyobraźnię, a trudne obrazy stają przed oczami aż nazbyt wyraźnie. Z chirurgiczną precyzją trafia dokładnie tam, gdzie ma trafić. Autor przekonuje, że kluczową rolę w życiu człowieka odgrywa znalezienie sensu, który pomaga przetrwać w sytuacjach skrajnych, w momentach niewyobrażalnego cierpienia czy w chwilach egzystencjalnego zwątpienia.

Lektura wywołała we mnie lawinę pytań. Jedno z najważniejszych jest o granicę cierpienia, jaką można wytrzymać. O to, co determinuje ludzką wytrzymałość, gdy już nawet znajdziemy jakiś sens?

Pierwsze wydanie pochodzi z roku 1946. Książka, którą przeczytałam została wydana w 2019 r. i zawiera dwie przedmowy, część pierwszą zatytułowaną ,,Moje przeżycia w obozie koncentracyjnym”, część drugą ,,Podstawy logoterapii” oraz Postscriptum 1984 ,,Obrona tragicznego optymizmu”.

,,Człowiek…” to pozycja bardzo dobrze napisana, chociaż nie byłam w stanie pochłonąć jej na raz. Ze względu na tematykę, musiałam ją dawkować. W trakcie lektury zaznaczyłam wiele fragmentów i przemyśleń. To ważna książka, która niesie nadzieję, jednocześnie zwracając uwagę na zagrożenia dla człowieka, takie jak egzystencjalna pustka. Do przeczytania dla każdego, kto chociaż raz wątpił w sens swojego istnienia.

,,Ludzie wrażliwi, przywykli prowadzić bogate życie intelektualne, mogli w dwójnasób odczuwać fizyczny ból (byli bowiem często słabsi i delikatniejsi), lecz ich wewnętrzne ,,ja” ucierpiało w znacznie mniejszym stopniu. Potrafili bowiem uciec od otaczającej ich potwornej rzeczywistości w bogactwo wewnętrznych wartości i duchową wolność”. (s.67)

,,Doświadczenia życia obozowego wyraźnie pokazują, że człowiek ma wolność wyboru tego, jak postępuje. Istnieje wystarczająco wiele przykładów, często niezwykle heroicznych, będących dowodem na to, iż apatię można było przezwyciężyć, a rozdrażnienie opanować. Człowiek może zachować resztki wewnętrznej wolności, niezależności myśli, nawet w warunkach tak koszmarnego psychicznego i fizycznego stresu”. (s.108-9)

,,Nagle poraziła mnie pewna myśl: po raz pierwszy w życiu objawiła mi się prawda po tylekroć wplatana w pieśni przez poetów i ogłaszana najwyższą mądrością przez filozofów, a mianowicie, że miłość jest najważniejszym i najszlachetniejszym celem, do jakiego może dążyć człowiek. Pojąłem wówczas sens największej tajemnicy, której rąbka uchylają przed nami dzieła największych poetów, myślicieli i duchownych: droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością”. (s.69)

Fragmenty pochodzą z książki wydanej przez Czarną Owcę

Przełożyła Aleksandra Wolnicka

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 24.05.2025 na Facebooku.

« Older posts Newer posts »