Pół roku minęło jak jeden dzień. I chociaż plany są zawsze bardziej ambitne niż rzeczywistość, a lista lektur raczej za długa niż za krótka, to nie mierzę się i nie ścigam z nikim poza ewentualnie samą sobą.

Styczeń – czerwiec 2025 czytelniczo przechodzą do historii. Może na koniec roku pokuszę się o jakiś ranking, a może i nie? Tak trudno zestawić książki z totalnie innych gatunków i światów, porównywać, silić się na wartościowanie, co lepsze, co gorsze. Zresztą, jest tylu świetnych recenzentów, krytyków, tyle stron zawierających streszczenia, fachowe analizy i merytoryczne opinie. Chyba nie mam ani takich kompetencji, ani wykształcenia, ani takiego wyrobienia czytelniczego, ani nawet potrzeby, żeby móc się na to porywać.

Przelewam subiektywne odczucia. Utrwalam to, co zapadnie mi w pamięć, zwróci moją uwagę. Czytam, dzielę się tym, co mnie chwyciło lub nie i puszczam to w świat, licząc nieśmiało, że to swoiste babie lato dokądś doleci i wywoła jakieś wrażenia.

Piszę emocjami. Nie każdą książkę jestem w stanie opatrzeć recenzją. Niektóre przeżywam zbyt osobiście. Czuję je, a nie potrafię ich nazwać. Jak dźwięk, który wywołuje łzy i dreszcze. Ty zapłaczesz, lecz ktoś obok nie zrozumie dlaczego i co właściwie się stało. I vice versa. Ale to nic. Jesteśmy różni i mamy prawo czuć inaczej. Np. dziś/jutro/może nigdy nie napiszę recenzji ,,Obcego”. Nie dam rady. Czytam go trzeci raz i próbuję zmierzyć się z tym, co ta mikropowieść chce mi powiedzieć o wolności, o wyborach i o konsekwencjach bycia sobą. Zresztą genialnie zrobiła to w Posłowiu książki Urszula Klatka (Wydawnictwo Zielona Sowa, 2003). Może jak Mersauluta drażni mnie piekące słońce i nie umiem zebrać myśli, za daleko mam do morza, które mogłoby przynieść ukojenie.

Dziś chwila oddechu, związana z ochłodzeniem. Pierwszy raz od dłuższego czasu jestem w stanie usiąść i cokolwiek napisać. Wiem, że aby złapać równowagę w szarej, zwykłej codzienności, muszę czasem ją podkręcić i polecieć w abstrakt na miarę Vonneguta. Lubię jego styl i na pewno będę po niego sięgać. Doskonały obserwator i demaskator rzeczywistości pod osłoną farsy i czarnego humoru. Czy dziś ktoś tak pisze?

Z ulgą czytam o mroźnej Norwegii w ,,Ja to ktoś inny”. Czytam bardzo wolno i z przerwami. Delektuję się, niespiesznie wracam po fragmenty, które nie chcą mnie opuścić. Albo ja ich? Nie chcę kończyć tej książki. Czasem myślę, że pisarstwo Fossego jest jak obrazy bohatera jego książek, czyli ,,niepodobne do niczego”. Najpierw byłam pewna, że się poddam, że tego nie przejdę, ale później nie mogłam myśleć o niczym innym, nie mogłam wyjść z monotonnej narracji, która mnie hipnotyzowała i kazała wracać po więcej. Powtarzalność, spokój, retrospekcje, powtarzalność, refleksje, wolno, wolno, powoli, powtarzalność. Wyjątkowość i dbałość o szczegóły. Po tej książce nie umiem złapać w rękę i przeczytać ,,cokolwiek”. Wyjątkowość kontrastuje z pospolitością, wielkość z miałkością. Nawet jeśli brzmi to zbyt patetycznie, to życie – moim zdaniem, jest za krótkie, żeby czytać byle co. Za dużo genialnych książek i tak przejdzie mi bokiem. Plany zawsze będą ambitniejsze niż rzeczywistość. Mimo to warto mieć jakiś plan i starać się go trzymać. Spróbować (chociaż to trudne) nie zabijać czasu, którego jest mniej niż nam się wydaje. Dalej czytać i przeżywać to, co porusza. Złapać fragmenty, które oddają, co myślimy, ale sami lepiej nie ujęlibyśmy tego w słowa. Tam gdzie się uda, opisać i utrwalić coś własnymi słowami. Może ktoś się nad tym zatrzyma, może uzna, że to ważne, że tego potrzebował.

Kolejne książki czekają na mnie w kolejce. Niektóre ,,się czytają”, inne stoją na półkach lub chodzą mi po głowie. Za chwilę zapadnę się w fotel i ciszę. Na pierwszy plan wysuną się niewidzialni bohaterowie, których szelest kartek przywoła do życia ich historie i światy.

Nieskończenie wiele historii i światów.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 08.07.2025 na Facebooku.