czyli między słowami a pikselami

Tag: recenzja (Page 2 of 3)

Ernest Hemingway ,,Komu bije dzwon”

,,Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie”.

John Donne

Początkowo powieść Ernesta Hemingwaya o wojnie domowej w Hiszpanii miała mieć tytuł ,,Kraj nieodkryty”. Po natrafieniu na przytoczone wyżej motto siedemnastowiecznego poety Johna Donne’a w antologii ,,The Oxford Book of English Prose”, wybór padł na ,,Komu bije dzwon”. Stało się tak, ponieważ współzależność życia wszystkich istot ludzkich silnie koresponduje z problematyką powieści Hemingwaya.

Rada nagrody Pulitzera na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, uznała, że jest to najlepsza książka roku 1940. Jednak przewodniczący rady, rektor N. M. Butler, wyraził sprzeciw i przekonywał, aby nie wiązać uniwersytetu z nagrodą dla ,,tego rodzaju książki”. W konsekwencji, za rok 1940 – nie przyznano nagrody Pulitzera.

Zatem jakiego rodzaju i o czym jest książka ,,Komu bije dzwon”?

Hiszpania w rejonie Segowii, rok 1937. Źródłem akcji jest wojna zaczepna armii republikańskiej w górach Guadarrama, przeprowadzona do odciążenia frontu baskijskiego, na którym trwał nieustanny atak rebeliantów generała Franco, wspieranych przez niemiecką artylerię i lotnictwo, uderzające na Bilbao. Wojna domowa w Hiszpanii, w kraju tak bliskim sercu Hemingwaya, wzburza go i wywołuje zdecydowaną reakcję. Pisarz publikuje liczne artykuły o konieczności przeciwstawiania się faszyzmowi, organizuje i wspiera zbiórki na rzecz wojsk republikańskich, jest uczestnikiem i korespondentem wydarzeń, które dzieją się w Hiszpanii. Wojna domowa to również obraz gwałtownych zmian społecznych i politycznych, wychodzących daleko poza hiszpańskie granice i wieszczących wybuch II Wojny Światowej.

,,Problem pisarza się nie zmienia. – mówił podczas II Zjazdu Pisarzy Amerykańskich 4 czerwca 1937 roku – Stanowi go zawsze pisanie prawdy i odkrywanie prawdy […] Istnieje tylko jeden system rządów, który nie może wydać dobrych pisarzy, a systemem tym jest faszyzm”.

Postaci wokół, których zbudowana jest akcja, wierzą w Republikę i są zdeterminowane, by o nią walczyć. Metody po jakie sięgają, a o których dowiadujemy się m.in. z opowieści Pilar, jednej z głównych bohaterek, ukazują tragizm sytuacji, w której sąsiad morduje sąsiada. O tym, kto jest po której stronie, często decyduje przypadek, a zdefiniowanie człowieka jako faszystę czy antyfaszystę, wcale nie jest takie oczywiste. Widzimy zwykłych ludzi, podzielonych, ustawionych na dwóch skrajnych biegunach w kategorii: przyjaciel albo wróg. Psychologia tłumu, która doprowadza do zbiorowej brutalności i bezwzględności. Gorzka refleksja o tym, co się stało, przychodzi po fakcie i nie do każdego. Opis sytuacji i ludzi, których wczoraj mijano na ulicy, u których robiono zakupy, by kolejnego dnia zabić ich bez litości, wywołują piorunujące wrażenie.

Zbudowanie atmosfery nienawiści i wrogości, podziału na my i oni, nasi i obcy. Ale to już było. Doprawdy? Tylko czy dziś możemy powiedzieć, że są to obrazy, które na pewno nigdy się nie powtórzą? Czy Europa, Ameryka, świat radzą sobie z niepokojącymi, coraz bardziej skrajnymi nastrojami społecznymi w obliczu ogromnych wyzwań, jakim są konflikty zbrojne, migracje i zachwiane poczucie bezpieczeństwa?

I znów wracam do Milana Kundery. Nie, nie odrobiliśmy lekcji historii i nigdy nie odrobimy, bo historia nie jest nauczycielką życia. Wszystkie zdarzenia dzieją się bez powtórzeń , każda sytuacja jest inna, a nawet jeśli podobna, to przecież nigdy nie mamy pewności, które rozwiązanie będzie tym właściwym. Delikatnie mówiąc, stawia nas to na straconej pozycji. Co zrobić z tą wiedzą? Na co liczyć?

Może najgorsze nieszczęścia akurat mnie ominą? Może nie będę w sytuacji, która będzie wymagała podjęcia decyzji z kategorii imperatywu moralnego? Może mi się uda uniknąć konfrontacji z wojną? A może nie i jedyną słuszną drogą będzie, jak w przypadku Roberta Jordana, zdecydowane określenie, po której stanąć stronie. Mimo wątpliwości, być wiernym swoim przekonaniom i widzieć sens tego, w czym się uczestniczy. Umieć wytłumaczyć sobie, że życie jest tylko na chwilę i nie trzymać się go kurczowo za wszelką cenę. Nie być tchórzem i zachowywać się z godnością, nawet gdy sprawy przyjmą zły obrót. Proste? W teorii wszystko jest proste.

Odczytuję ,,Komu bije dzwon” jako powieść głęboko zmuszającą do refleksji. Przede wszystkich do zastanowienia się nad sensem wojny. ,,[…]w toku walki ci, którzy przeżyli i spisywali się dobrze, wkrótce wyzbyli się czystości uczuć. Już po pierwszych sześciu miesiącach” (s. 292). Po drugie nad sensem dzielenia ludzi na tych absolutnie dobrych i bezwzględnie złych, czarnych i białych, poprawnych i niepoprawnych; nad moralnym prawem do szczucia na siebie nawzajem.

Hemingway kreśli ciekawe charaktery. Ogromną sympatię zyskuje u mnie stary Anselmo, lojalny, wierzący w siłę edukacji jako wali ze złem, rozumiejący sens dyscypliny żołnierskiej i swojej walki.

W książkach Hemingwaya zawsze widzimy zwykłego człowieka, postawionego w niezwykłej sytuacji, w której musi odkryć, jakimi zasadami się kieruje, czy umie zdobyć się na heroizm, podjąć walkę, a nawet postawić na szali swoje życie, jeśli sprawa tego wymaga.

Z drugiej strony, poczucie obowiązku, odpowiedzialność i wykonywanie rozkazów brzmią mężnie i bohatersko, dopóki nie zestawimy ich z motywacją faszystów. Nagle ci dobrzy i ci źli wcale tak bardzo się nie różnią. Niejasna motywacja Roberta Jordana, to jeden z głównych zarzutów ze strony krytyków książki.

W gruncie rzeczy możemy dojść do wniosków, które sformułował Michaił A. Bakunin, że ,,wykonywanie władzy deprawuje, podleganie władzy upokarza”. Nie chodzi o krzewienie anarchizmu. Robert Jordan, który zgłasza się na ochotnika do wysadzenia mostu, w walce przeciw rebeliantom Franco, nie bierze pod uwagę, aby mógł nie wykonać powierzonego mu zadania. Liczy się z tym, że okoliczności mogą doprowadzić do niepowodzenia akcji, ale to go nie powstrzymuje, bo rozkaz to rozkaz. Czy podjęcie walki, która w jego odczuciu jest skazana na porażkę, to nie absurd? Robert wie, że absurdem jest całe życie. Rzecz w tym, aby nadać mu sens.

W 1954 roku na Hemingwaya czeka najwyższe literackie wyróżnienie – nagroda Nobla. Szwedzka Akademia wymienia: ,,potężne, stylotwórcze mistrzostwo współczesnej sztuki narracyjnej”, ,,heroiczny patos”, ,,świadomość życia” i ,,męskie umiłowanie niebezpieczeństwa i przygody”.

Jeden z powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę: Niech wiedza i edukacja, zgodnie z filozofią Anselma, stanowią antidotum na wszechobecną nienawiść i agresję. Niech leczą je w zarodku, zanim brat zacznie zabijać brata. Od tego wcale nie jest tak daleko, jak mogłoby się wydawać.

Polecam szczególnie wydanie Biblioteki Narodowej z przekładem Bronisława Zielińskiego, przyjaciela pisarza oraz z doskonałym opracowaniem Leszka Elektorowicza (żołnierza AK, którego biografia i dorobek literacki jest warty zapoznania). Przeczytacie w nim ponad 90 stron o życiu Hemingwaya, jego twórczości, tle historyczno-społecznym powieści, pierwszym zakończeniu książki, które pisarz jednak zmienił oraz wielu innych ciekawych wątkach.

Przeto nigdy nie pytaj, po prostu przeczytaj.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 15.08.2025 na Facebooku.

Jon Fosse ,,Ja to ktoś inny. Septologia 3-5″

,,Ja to ktoś inny” to drugi tom ,,Septologii”, opus magnum norweskiego pisarza Jona Fossego, powszechnie uznawanego za jednego z najważniejszych twórców naszych czasów, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z 2023 roku.

Głównym bohaterem powieści jest malarz i wdowiec Asle, który mieszka sam w domu w Dylgja. Życie towarzyskie Aslego z teraźniejszości, poza incydentalnymi przypadkami, ogranicza się do spotkań z dwoma osobami – rybakiem Asleikiem i właścicielem galerii Beyerem, który odkrył jego talent i stał się mecenasem jego sztuki. Społeczny minimalizm rezonuje z introwertyczną i spokojną naturą Aslego. Spokojną lub uspokojoną. Uspokojoną lub zmęczoną brakiem spokoju w przeszłości. A może wcale nie spokojną, tylko po prostu cichą? Niektóre chaotyczne zachowania wskazują na rodzaj wewnętrznego rozedrgania i lęki. Białe plamy w pamięci wywołują niepokój. Będąc osobą, która uwolniła się od nałogu, Asle mówi o sobie, że ,,ja już wypiłem swoje, a nawet więcej”. Jego obecny świat to świat tęsknoty za ukochaną, przedwcześnie zmarłą żoną Ales, przestrzeń wypełniona retrospekcjami oraz religią, która nie tyle stanowi źródło wiary, co siły i wsparcia w momentach smutku i zwątpienia. Modlitwa nie jest spotkaniem z Bogiem lecz łącznikiem z żoną i wspomnieniem po niej, dlatego Asle często sięga po różaniec. Całość dopełniają opisy norweskiego krajobrazu, surowe, zimne, tak doskonale korespondujące z klimatem książki. Przyroda odgrywa tu istotną rolę.

W drugim tomie, który odwołuje się do przeszłości i młodzieńczych lat, Asle poznaje w Bjorgvin swoją przyszłą żonę i się w niej zakochuje. Spotyka również swojego sobowtóra. A może cień? A może drugą wersję tego samego życia? Obaj Asle ubierają się identycznie i chcą zostać malarzami.

,,Septologia” to metafizyczna powieść o miłości, sztuce, Bogu, przyjaźni i przemijaniu. Wszystko w niej dzieje się w porywającym rytmie, na wdechach i wydechach podczas odmawiania ,,Pater Noster”, w występujących w zapętleniu obrazach i zdaniach. Przypomina sen, po którym do świadomości przebiją się wybrane wątki, skojarzenia czy wspomnienia. Część z nich jest ostra, inne są zamazane. Niektóre nabierają wyraźniejszych barw na kolejnych kartach powieści, dopełniając obrazu, w którym nadal pozostaje jeszcze wiele białych plam. Jestem przekonana, że jedno czy dwukrotne przeczytanie serii nie jest wystarczające do wyłapania wszystkich ukrytych znaczeń, a każdy kolejny powrót do ,,Septologii” będzie stanowić źródło nowych odkryć, które mogły umknąć w tej hipnotyzującej narracji.

Rozczuliła mnie rozmowa z nieżyjącą żoną i jej nietykalne krzesło, na którym nikt, włącznie z Aslem, nie miał prawa siadać po jej śmierci.

Jest to pozycja absolutnie genialna i niedająca się porównać do niczego, co zdarzyło mi się wcześniej przeczytać. Z niecierpliwością wypatruję ostatniego tomu pt. ,,Drugie imię” cz. 6-7, w polskim przekładzie Iwony Zimnickiej, którego premiera jest zapowiadana przez wydawnictwo ArtRage na 28.08.2025 roku. Jest na co czekać.

Wybrane fragmenty:

,,[…] często bywa tak, że te które lubię najmniej, są najlepszymi obrazami, a te, które lubię najbardziej, są najgorszymi, i to zdumiewające, że to, czy coś jest dobre, czy złe, nie ma żadnego związku z tym, że ktoś coś lubi czy czegoś nie lubi, tylko z tym, co jest dobrą sztuką, a co złą, bo sztuka ma związek z jakością […]” s.140

,,[…] kiedy trzymam w ręku jeden z różańców Ales, to wtedy jakby długo rozmawiamy o wszystkim, o czym tylko się da, a potem się ze sobą żegnamy i mówimy sobie, że już niedługo znów się spotkamy, i odwieszam różańce, i tak bardzo tęsknię za Ales, i dlaczego ona musiała umrzeć tak młodo i tak nagle ode mnie odejść? I myślę i słyszę, jak Ales mówi, że chociaż zawsze noszę ten sam różaniec, to jednak zmieniam szaliki, które noszę, a ja mówię, że z całą pewnością nosiłem wszystkie szaliki, które mi dała, a ona mówi, że na pewno tak było […]” s.134

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 16.07.2025 na Facebooku.

Podsumowanie czytelniczego półrocza. Styczeń – czerwiec 2025

Pół roku minęło jak jeden dzień. I chociaż plany są zawsze bardziej ambitne niż rzeczywistość, a lista lektur raczej za długa niż za krótka, to nie mierzę się i nie ścigam z nikim poza ewentualnie samą sobą.

Styczeń – czerwiec 2025 czytelniczo przechodzą do historii. Może na koniec roku pokuszę się o jakiś ranking, a może i nie? Tak trudno zestawić książki z totalnie innych gatunków i światów, porównywać, silić się na wartościowanie, co lepsze, co gorsze. Zresztą, jest tylu świetnych recenzentów, krytyków, tyle stron zawierających streszczenia, fachowe analizy i merytoryczne opinie. Chyba nie mam ani takich kompetencji, ani wykształcenia, ani takiego wyrobienia czytelniczego, ani nawet potrzeby, żeby móc się na to porywać.

Przelewam subiektywne odczucia. Utrwalam to, co zapadnie mi w pamięć, zwróci moją uwagę. Czytam, dzielę się tym, co mnie chwyciło lub nie i puszczam to w świat, licząc nieśmiało, że to swoiste babie lato dokądś doleci i wywoła jakieś wrażenia.

Piszę emocjami. Nie każdą książkę jestem w stanie opatrzeć recenzją. Niektóre przeżywam zbyt osobiście. Czuję je, a nie potrafię ich nazwać. Jak dźwięk, który wywołuje łzy i dreszcze. Ty zapłaczesz, lecz ktoś obok nie zrozumie dlaczego i co właściwie się stało. I vice versa. Ale to nic. Jesteśmy różni i mamy prawo czuć inaczej. Np. dziś/jutro/może nigdy nie napiszę recenzji ,,Obcego”. Nie dam rady. Czytam go trzeci raz i próbuję zmierzyć się z tym, co ta mikropowieść chce mi powiedzieć o wolności, o wyborach i o konsekwencjach bycia sobą. Zresztą genialnie zrobiła to w Posłowiu książki Urszula Klatka (Wydawnictwo Zielona Sowa, 2003). Może jak Mersauluta drażni mnie piekące słońce i nie umiem zebrać myśli, za daleko mam do morza, które mogłoby przynieść ukojenie.

Dziś chwila oddechu, związana z ochłodzeniem. Pierwszy raz od dłuższego czasu jestem w stanie usiąść i cokolwiek napisać. Wiem, że aby złapać równowagę w szarej, zwykłej codzienności, muszę czasem ją podkręcić i polecieć w abstrakt na miarę Vonneguta. Lubię jego styl i na pewno będę po niego sięgać. Doskonały obserwator i demaskator rzeczywistości pod osłoną farsy i czarnego humoru. Czy dziś ktoś tak pisze?

Z ulgą czytam o mroźnej Norwegii w ,,Ja to ktoś inny”. Czytam bardzo wolno i z przerwami. Delektuję się, niespiesznie wracam po fragmenty, które nie chcą mnie opuścić. Albo ja ich? Nie chcę kończyć tej książki. Czasem myślę, że pisarstwo Fossego jest jak obrazy bohatera jego książek, czyli ,,niepodobne do niczego”. Najpierw byłam pewna, że się poddam, że tego nie przejdę, ale później nie mogłam myśleć o niczym innym, nie mogłam wyjść z monotonnej narracji, która mnie hipnotyzowała i kazała wracać po więcej. Powtarzalność, spokój, retrospekcje, powtarzalność, refleksje, wolno, wolno, powoli, powtarzalność. Wyjątkowość i dbałość o szczegóły. Po tej książce nie umiem złapać w rękę i przeczytać ,,cokolwiek”. Wyjątkowość kontrastuje z pospolitością, wielkość z miałkością. Nawet jeśli brzmi to zbyt patetycznie, to życie – moim zdaniem, jest za krótkie, żeby czytać byle co. Za dużo genialnych książek i tak przejdzie mi bokiem. Plany zawsze będą ambitniejsze niż rzeczywistość. Mimo to warto mieć jakiś plan i starać się go trzymać. Spróbować (chociaż to trudne) nie zabijać czasu, którego jest mniej niż nam się wydaje. Dalej czytać i przeżywać to, co porusza. Złapać fragmenty, które oddają, co myślimy, ale sami lepiej nie ujęlibyśmy tego w słowa. Tam gdzie się uda, opisać i utrwalić coś własnymi słowami. Może ktoś się nad tym zatrzyma, może uzna, że to ważne, że tego potrzebował.

Kolejne książki czekają na mnie w kolejce. Niektóre ,,się czytają”, inne stoją na półkach lub chodzą mi po głowie. Za chwilę zapadnę się w fotel i ciszę. Na pierwszy plan wysuną się niewidzialni bohaterowie, których szelest kartek przywoła do życia ich historie i światy.

Nieskończenie wiele historii i światów.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 08.07.2025 na Facebooku.

John Maxwell Coetzee ,,Polak”

,,Beatriz nie zamierza zostawić męża, a mąż musiałby być głupi, żeby zostawić ją. Nie zakochała się w Polaku. Co najwyżej mu współczuje: że jest samotny, stary i oderwany od świata, który z czasem staje się coraz mniej podatny na jego zdystansowane interpretacje Chopina. I żal jej go, że tak się na niej zafiksował (on może i nazywa to miłością, ale ona nie)”.

Pierwsze skojarzenie do książki ,,Polak” to mój ukochany film ,,Między słowami”, mówiący o tym, że najważniejsze skrywa się w ciszy i niedopowiedzeniach. Samotność i potrzeba bliskości z drugim człowiekiem, wybrzmiewa z ekranu z każdym oddechem, spojrzeniem czy gestem pary głównych bohaterów. Sztuka bez pokazywania palcem czy pisania dużymi literami, co mam czuć i jak mam odczytywać. Co wywołuje określone uczucia? Jak je nazwać? Co motywuje bohaterów i wywołuje takie a nie inne reakcje? Im bardziej nieuchwytne do zinterpretowania motywy, tym więcej pytań i nieprzespanych nocy w poszukiwaniu odpowiedzi i ukrytych znaczeń. Takie obrazy na trwałe zapisują się w pamięci.

Dokładnie tak czuję się po przeczytaniu powieści Coetzeego. Jego pisarstwo jest nienachalne, konkretne, ale ujmujące, wprost, ale przepełnione miejscem na interpretacje czytelnika. Na jego osobiste ,,między słowami”.

Akcja powieści ,,Polak” rozgrywa się między hiszpańską mecenaską sztuki a polskim pianistą. Główne postacie to Beatriz z Barcelony i Witold Walczykiewicz z Warszawy. Więcej ich dzieli niż łączy: dwa różne światy, dwa inne pokolenia, dwa odmienne podejścia do relacji, która niespodziewanie się między nimi zawiązuje.

Witold jest stały w uczuciach, których Beatriz nie odwzajemnia, ale zdaje się być pod wrażeniem zachwytu, który wywołuje w dużo starszym mężczyźnie. Jego szczery podziw i atencja, którą jej okazuje, stają się skuteczną metodą na przełamanie jej dystansu i niechęci, nawet jeśli ona sama przed sobą się do tego nie przyznaje. Nie do końca rozumie, co robi i dlaczego daje się wciągnąć w wir zdarzeń, które wcześniej rozważa i odrzuca jako niemożliwe do spełnienia. Sprawy ostateczne skłonią ją do spojrzenia na ich relację z zupełnie innej perspektywy, a sytuacja z tym związana, wywoła lawinę przemyśleń i ukaże nieznany dotąd obraz bohaterów. I pytanie o to, co naprawdę czuje Beatriz?

Czym zachwycił mnie Coetzee? Na pewno narracją, która w autentyczny sposób oddaje kobiecy punkt widzenia (w kontekście konkretnej bohaterki, bez generalizowania, ale jednak). Beatriz mówi jedno, myśli drugie, robi trzecie, a Coetzee tak genialnie to ilustruje słowami. Powieść skrzy się od niedopowiedzeń, co jest absolutnie w stylu autora i w moim guście. W możliwości własnej interpretacji upatruję tego, co dla mnie w sztuce i w życiu najważniejsze – wolności myślenia.

,,Czy miłość to stan umysłu, stan istnienia, fenomen, kaprys, odpływający jeszcze na naszych oczach w przeszłość w zakamarki historii?”. Beatriz jest przekonana, że jej różne działania motywuje współczucie, nawet pomimo niechęci do fizjonomii czy sztywności w zachowaniu starszego o 24 lata mężczyzny. Czy samo współczucie wystarczy, aby wyjść z wygodnych butów i bezpiecznej codzienności? Czy współczucie jest przyczyną i odpowiedzią na pytanie ,,dlaczego myśl o przejażdżce do Girony mimo wszystko rozpala w niej jakąś iskierkę, wywołuje uśmiech”?

Coetzee buduje piękną historię o wieloznaczności uczuć, o tym, jak trudno zrozumieć motywy serca i rozumu, o nieprzewidywalności własnych decyzji, o tym, jak dążąc do poznania kogoś obcego, odkrywamy, jak bardzo nie znamy samych siebie.

A może bywa tak, że umiejętnie skrywamy swoje prawdziwe ja, które czasem wyrywa się z uśpienia?

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 08.06.2025 na Facebooku.

Viktor E. Frankl ,,Człowiek w poszukiwaniu sensu”

,,Człowiek nie podlega całkowicie zewnętrznemu warunkowaniu i zewnętrznym wpływom, lecz sam świadomie decyduje, czy ulec danym okolicznościom, czy im się przeciwstawić. Innymi słowy, ma nieograniczoną wolność samookreślania się. Nie tylko istnieje, ale nieustannie kształtuje swoją egzystencję, determinując to, kim w danej chwili jest i kim będzie w następnym momencie”.

Viktor E. Frankl

,,Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje”.

F. Nietzsche

Książka Viktora E. Frankla ,,Człowiek w poszukiwaniu sensu” to jego osobisty zapis przeżyć więźnia obozów koncentracyjnych, ujęty z perspektywy neurobiologa, psychiatry, człowieka. Frankl, twórca trzeciej wiedeńskiej szkoły psychoterapii (zwanej: logoterapią), profesjonalnie i analitycznie podchodzi do ludzkich reakcji na sytuacje skrajne. Z lekarską uważnością przeprowadza czytelnika przez etapy, które przechodzili więźniowie tacy jak on. Nie romantyzuje, nie popada w tani sentymentalizm, nie próbuje grać na emocjach.

Frankl nie ocenia, nie rozlicza, nie zgadza się na odpowiedzialność zbiorową czy szybki osąd osób przebywających w obozach. Swoje stanowisko wielokrotnie podpiera konkretnymi dowodami człowieczeństwa bądź jego zaprzeczeniem ze strony różnych osób, niezależnie od przynależności do określonej rasy czy grupy społecznej. Jednostkę traktuje w sposób indywidualny, nie generalizuje, skupia się na mechanizmach, które dzieją się na poziomie ludzkiej psychiki oraz jakie ma to przełożenie na organizm człowieka, na jego siłę, poczucie godność i wolę istnienia.

Ten pozornie surowy w warstwie emocjonalnej dziennik, oddziałuje znacząco na wyobraźnię, a trudne obrazy stają przed oczami aż nazbyt wyraźnie. Z chirurgiczną precyzją trafia dokładnie tam, gdzie ma trafić. Autor przekonuje, że kluczową rolę w życiu człowieka odgrywa znalezienie sensu, który pomaga przetrwać w sytuacjach skrajnych, w momentach niewyobrażalnego cierpienia czy w chwilach egzystencjalnego zwątpienia.

Lektura wywołała we mnie lawinę pytań. Jedno z najważniejszych jest o granicę cierpienia, jaką można wytrzymać. O to, co determinuje ludzką wytrzymałość, gdy już nawet znajdziemy jakiś sens?

Pierwsze wydanie pochodzi z roku 1946. Książka, którą przeczytałam została wydana w 2019 r. i zawiera dwie przedmowy, część pierwszą zatytułowaną ,,Moje przeżycia w obozie koncentracyjnym”, część drugą ,,Podstawy logoterapii” oraz Postscriptum 1984 ,,Obrona tragicznego optymizmu”.

,,Człowiek…” to pozycja bardzo dobrze napisana, chociaż nie byłam w stanie pochłonąć jej na raz. Ze względu na tematykę, musiałam ją dawkować. W trakcie lektury zaznaczyłam wiele fragmentów i przemyśleń. To ważna książka, która niesie nadzieję, jednocześnie zwracając uwagę na zagrożenia dla człowieka, takie jak egzystencjalna pustka. Do przeczytania dla każdego, kto chociaż raz wątpił w sens swojego istnienia.

,,Ludzie wrażliwi, przywykli prowadzić bogate życie intelektualne, mogli w dwójnasób odczuwać fizyczny ból (byli bowiem często słabsi i delikatniejsi), lecz ich wewnętrzne ,,ja” ucierpiało w znacznie mniejszym stopniu. Potrafili bowiem uciec od otaczającej ich potwornej rzeczywistości w bogactwo wewnętrznych wartości i duchową wolność”. (s.67)

,,Doświadczenia życia obozowego wyraźnie pokazują, że człowiek ma wolność wyboru tego, jak postępuje. Istnieje wystarczająco wiele przykładów, często niezwykle heroicznych, będących dowodem na to, iż apatię można było przezwyciężyć, a rozdrażnienie opanować. Człowiek może zachować resztki wewnętrznej wolności, niezależności myśli, nawet w warunkach tak koszmarnego psychicznego i fizycznego stresu”. (s.108-9)

,,Nagle poraziła mnie pewna myśl: po raz pierwszy w życiu objawiła mi się prawda po tylekroć wplatana w pieśni przez poetów i ogłaszana najwyższą mądrością przez filozofów, a mianowicie, że miłość jest najważniejszym i najszlachetniejszym celem, do jakiego może dążyć człowiek. Pojąłem wówczas sens największej tajemnicy, której rąbka uchylają przed nami dzieła największych poetów, myślicieli i duchownych: droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością”. (s.69)

Fragmenty pochodzą z książki wydanej przez Czarną Owcę

Przełożyła Aleksandra Wolnicka

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 24.05.2025 na Facebooku.

J.D. Salinger ,,Buszujący w zbożu”, Fiodor Dostojewski ,,Zbrodnia i kara” i zbrodnia na UW

,,Byle jedna książka w domu to tak jak mysz, przyprowadzi za sobą i drugą, i trzecią, już ci nie dadzą spokoju”.

J. I. Kraszewski

Jedna książka, potem druga, dalej trzecia, i następna – oczywiście, jestem na tak.

Jedna książka, a teraz na chwilę druga, to znów pierwsza i już trzecia… Dla mnie zdecydowanie nie, ale przecież historia nie jest nauczycielką życia, a dlaczego, to już najlepiej napisał Kundera.

Czy nie przekonałam się już nie raz, że scenariusz przeskakiwania z książki na książkę w moim przypadku nie działa? Czy nie spodziewałam się, że to nie zagra? Czy sama siebie nie ostrzegałam? Serio? Znowu? Zazwyczaj trzymam się w ryzach, ale ostatnio uległam złudzeniu, że przy małym skoku w bok (z książki na książkę), zapanuję nad sytuacją. Nic bardziej mylnego. Wracam z podkulonym ogonem na właściwy kurs, do porządku i metody, jak by to powiedział Herkules Poirot. Bałagan czasem się wydarza. Ten stan może zabrać nam jakiś czas, ale w końcu należy wziąć się za sprzątanie. Nadeszła właściwa pora.

Akt pierwszy. A było to tak. Jeszcze przed skończeniem ,,Zanim wystygnie kawa”, dopadłam ,,Zbrodnię i karę”. Przeskok gatunkowy nie wymaga komentarza. Uważam, że Kawaguchi niesłusznie bardzo na tym stracił. (,,Kawaguchi stracił”, niezła megalomania. Oczywiście, że to ja straciłam na odbiorze Kawaguchiego, ale wstyd mi się do tego przyznać). Książka skończyła się dla mnie wraz z przeczytaniem ostatniej strony i nie miała szansy zostać ani chwili dłużej. Niestety. Jestem winna autorowi większą koncentrację nad kolejnymi tytułami, które zamierzam przeczytać z pełną uwagą. Na marginesie dwie książki Fossego, na które tak się cieszyłam, czekają, aż będę na nie gotowa. Ze spokojem i cierpliwością, dam sobie czas. Porządek i metoda.

Akt drugi. Ponieważ na ostatnim spotkaniu naszej nieformalnej grupy czytelniczej, padł tytuł kolejnej pozycji do przeczytania, nie kończąc Dostojewskiego, w tak zwanym międzyczasie, przeszłam do Salingera. Sięgnięcie po historię zadziornego, początkowo irytującego, ale z każdą stroną zyskującego coraz więcej mojej sympatii inteligentnego i dowcipnego bohatera powieści ,,Buszujący w zbożu”, miało być remedium na wybitną, ale przytłaczającą ciężarem trudów i zmartwień bohaterów ,,Zbrodnię i karę”. Rozważania sięgające w głąb psychiki człowieka, pytania o granicę dobra i zła. Okoliczności uprawniające jednostkę do popełnienia zbrodni w imię jakiejś idei czy przekonania, że może postawić się ponad prawem. Pogarda, nienawiść i uznanie, że życie innej osoby jest zbędne, parszywe, nikomu do niczego niepotrzebne. Sprowadzenie człowieka do kategorii wszy, którą trzeba wytępić, roztrzaskując jej czaszkę siekierą. Po co? Po to, żeby udowodnić sobie swoją wyjątkowość i siłę, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że jest się do tego zdolnym. Podczas bezsennych nocy, wszystko zaplanować, a nawet wytłumaczyć się przed sobą i usprawiedliwić. Wątpiąc, zdecydować się na uderzenie. Nie wykorzystać łupu, nie zmienić swojej sytuacji materialnej, pozbawiając jakiegokolwiek sensu targnięcie się na czyjeś życie. Jednoczenie nie osiągając zamierzonego celu w staniu się nadczłowiekiem. Sens odnajdując w karze, która musi nadejść, aby podjąć próbę zdjęcia z siebie niewyobrażalnego ciężaru i odkupienia winy. Salinger chwilowo w poczekalni. Cała uwaga na Dostojewskiego.

Akt trzeci. Czytam o zbrodni na terenie Uniwersytetu Warszawskiego i nie mogę przestać o tym myśleć. Czuję się dziwnie kontynuując ,,Zbrodnię i karę”. Wiem, że przypadek, ale cholerny chichot losu. Student prawa, siekiera jako narzędzie, którym brutalnie zabito kobietę. Oczekiwanie na wyrok i karę. Medialny szum, szok i niedowierzanie. Z literackiej fikcji roku 1865, w jakiś totalnie nadrzeczywisty sposób następuje przeniesienie do zdarzeń, które dzieją się tu i teraz. Wspólne mianowniki mogą kończyć się tylko na powyższym. Portrety psychologiczne obu morderców mogą być kompletnie inne. Mało rozumiem, nie potrafię pojąć co się stało i dlaczego. Odkładam Dostojewskiego. Tak trudno wrócić do fikcji, gdy rzeczywistość ją przerasta.

Akt czwarty. Nie oglądałam żadnych zdjęć ani filmów ze zbrodni, która się niedawno wydarzyła. Nie wątpię, że w wielu przypadkach zwycięży nieposkromiona ciekawość, której we mnie nie ma. Nie oceniam. Natomiast kompletnie nie wyobrażam sobie, kim trzeba być, żeby takie rzeczy rejestrować i upubliczniać. Nikt nie zadzwonił na policję. Gdzie ja żyję? Co stało się z ludźmi? Myślę o tym i chce mi się wymiotować. Chcę tu pisać o książkach i na tym się koncentrować. Od komentowania otaczającej rzeczywistości są inni, którzy zrobią to lepiej. Mogłabym napisać o ,,Zbrodni…”, tłamsząc udrękę i udając, że nie dostrzegam żadnej analogii i że nie ma sprawy. Tylko że zbrodnia nie jest tu jedynym problemem. Okropne jest to, co stało się z niektórymi ludźmi? Tego po prostu nie można przemilczeć. Jestem załamana kryzysem moralności, wszechobecnym nawoływaniem do nienawiści, szczuciem, znieczulicą, brakiem empatii i elementarnej przyzwoitości a także etyką niektórych ,,dziennikarzy”. Naprawdę wszystko dla pieniędzy? Dla zasięgów? Serio, nie ma już żadnych granic? Nawet nie tyle oburza mnie niepodjęcie właściwych działań, które mogły zapobiec tragedii. Oburza mnie demoralizacja, upodlenie człowieka jako rasy i że nie wyciągamy żadnych wniosków z przeszłości. A jeśli mówimy jeszcze o jakiejkolwiek etyce w zawodzie dziennikarza, to czapki z głów tym, którzy sprzeciwiają się takim publikacjom i nie równają do dna. Chcę obcować z literaturą, sztuką, bo czuję, że ona mnie otwiera na szersze horyzonty, pozwala myśleć i czuć bardziej. Uwrażliwia. A potem następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością i wątpliwość, czy dla ludzi którzy myślą i czują podobnie jak ja… czy jest jeszcze dla nas gdzieś miejsce? Ależ tak! Na pewno. Musi być! Mając wokół siebie wiele wartościowych osób i ciągłą wiarę, że tych ,,dobrej woli jest więcej”, chcę zakończyć ten wpis z nadzieją, że na przekór zdarzeniom świadczącym o upadku człowieczeństwa, nie dopuścimy do sytuacji, że pojęcia takie jak: ,,wrażliwość”, ,,dobro” czy ,,troska” staną się dla nas tak obce, że ich znaczenie będzie umiał wyjaśnić jedynie ChatGPT.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 10.05.2025 na Facebooku.

Olga Tokarczuk ,,Prawiek i inne czasy”

,,Którejś nocy czy któregoś poranka człowiek przechodzi granicę, osiąga swój szczyt i robi pierwszy krok w dół, ku śmierci. Wtedy pojawia się pytanie: czy schodzić dumnie z twarzą zwróconą ku ciemności, czy odwrócić się ku temu, co było, trzymać pozór i udawać, że to nie żadna ciemność, ale tylko światło zgaszonego pokoju. […] Największym oszustwem młodości jest wszelki optymizm, uporczywa wiara w to, że coś się zmieni, poprawi, że we wszystkim jest postęp”.

Poza szczególnymi przypadkami, co do zasady, staram się nie czytać ponownie tej samej książki. Pewne okoliczności sprawiły jednak, że wróciłam do tej, którą uważam za jedną z najlepszych, jakie miałam okazję przeczytać. Powroty po latach mogą być mniej entuzjastyczne czy nawet rozczarowujące, może ulecieć pierwsza fascynacja, której próżno szukać przy kolejnym spotkaniu. Ale zupełnie odmienny scenariusz zadział się dla mnie przy lekturze powieści Olgi Tokarczuk ,,Prawiek i inne czasy”.

Prawiek to wieś w Polsce, w której toczy się czas i losy poszczególnych bohaterów, zjawisk i przedmiotów. Powieść została napisana z niezwykłym rozmachem i konsekwencją. Wszystkie poruszone wątki, niczym w zawiłej grze, finalnie układają się w logiczną całość. Autorka nawiązuje do Biblii, mitów, legend, baśni w sposób szalenie twórczy, kreatywnie przedstawiając własną wizję, będącą świadectwem jej niezwykłych umiejętności pisarskich.

Krótkie rozdziały to ,,czasy”. ,,Czas Genowefy”, ,,Czas Misi”, ,,Czas Izydora”, ,,Czas domu”, ,,Czas Boga” czy ,,Czas Gry” to tylko przykładowe, przeplatające się i często powracające wątki.

,,Prawiek…” łączy w sobie wiele motywów, symboli, postaci i umiejscawia je w dość hermetycznym świecie, w którym głównym motywem jest przemijanie. Niezwykle ciekawie ukazany jest motyw powstania świata. Kosmologia zawarta w Grze, staje się metaforą świata przedstawionego. Tokarczuk prowadzi nas przez swoistą sagę rodzinną, niezwykle potoczystym językiem. Styl i spójność, która wyróżnia tę książkę, pozwala nam przebrnąć przez ciężkie a nawet przytłaczające etapy życia bohaterów. Tu nawet w boskich przemyśleniach i rozterkach, dominuje poczucie osamotnienia.

Zdecydowanie nie jest to książka z gatunku ku pokrzepieniu serc. Nie chcę powiedzieć, że jest przytłaczająca, ale tak – w ogólnym wrażeniu jest smutna. Pomimo niezwykle pięknego i lekkiego pióra pisarki, który pozwala przez nią niemal przepłynąć, nie zostawia złudzeń, jak trudno odnaleźć nadzieję i własną drogę do szczęścia oraz jak trudno wyzwolić się ze schematów, w których się dorasta. Próby zmiany kierunku, zazwyczaj nie przynoszą zamierzonych efektów, chociaż zdarzają się wyjątki. Dlaczego tak jest? Czy Prawiek, który zdaje się być nieprzekraczalny, to tylko administracyjna granica miejsca, w którym czas zatacza koło i w którym postacie kręcą się niczym w młynku Misi, jednej z głównych bohaterek powieści? A może Prawiek ze wszystkimi ograniczeniami, istnieje w postaciach przedstawionych, w ich sercach i umysłach, i tylko nielicznym z nich udaje się tę granicę przekroczyć?

Zostawiam znak zapytania.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 25.04.2025 na Facebooku.

Jon Fosse ,,Drugie imię. Septologia 1-2″

Dzisiaj zacznę od końca, czyli najpierw kilka słów od siebie, a następnie cytat z autora. W zasadzie trzy cytaty, bo nie mogłam zdecydować się na jeden, który najbardziej oddawałby klimat książki. Równolegle dotyka ona tematu: Boga, miłości, samotności, nałogów, natury sztuki, przemijania, radzenia sobie z przeszłością i teraźniejszością, relacją z własnym ja i z innymi.

Fossego fascynuje zwyczajność i samotność. Jego bohaterowie mierzą się z emocjonalnym chłodem, nieumiejętnością tworzenia więzi międzyludzkich. Dajemy się ponieść hipnotycznej, powolnej, powtarzającej się narracji, retrospekcji, odrealnionemu spojrzeniu na własny obraz z przeszłości, a może na kogoś zupełnie innego z teraźniejszości? U Fossego to nie wydarzenia są najważniejsze, lecz napięcie między postaciami.

I chciałabym móc więcej, i bardziej, i mądrzej, wznioślej, na miarę, na jaką zasługuje Jon Fosse oraz tłumaczka tej absolutnie niezwykłej prozy – Iwona Zimnicka. Próbuję złożyć kilka zdań po przeczytaniu ,,Drugiego imienia”, ale wydają mi się niewspółmierne i nieoddające sedna sprawy. Chciałabym umieć wyrazić, z jaką rozkoszą sięgnę po kolejna część, na którą spoglądam i którą mam już pod ręką: ,,Ja to ktoś inny” (3-5, polskie wydanie wrzesień 2024). Jednocześnie przeczuwam, z jaką niecierpliwością i w jakim napięciu, przyjdzie mi czekać na polski przekład ostatniej części Septologii ,,Nowe imię” (6-7).

W 2023 Akademia Noblowska nagrodziła Jona Fosse za nowatorskie sztuki i prozę, które dają wyraz temu, co niewypowiedziane. ,,Jego ogromny dorobek obejmuje około 40 sztuk i bogactwo powieści, zbiorów, poezji, esejów, książek dla dzieci i tłumaczeń” – powiedział Anders Olsson, przewodniczący komitetu Nobla w dziedzinie literatury.

,,Widzę to jako nagrodę dla literatury, która przede wszystkim dąży do bycia literaturą, bez innych rozważań” – powiedział Fosse w oświadczeniu.

Bez innych rozważań, kilka z wielu wyjątkowych fragmentów z książki ,,Drugie imię”:

,,[…] wszystko, co istnieje w czasie i przestrzeni, ma swoje przeciwieństwo, tak, na dobre i na złe, mówię, i wszystko, co istnieje w czasie i przestrzeni, zniknie, tak, większość, prawie wszystko, co było w czasie i przestrzeni, już zniknęło, większość rzeczy jest poza czasem i przestrzenią, nie istnieje, po prostu jest, tak jak Bóg nie istnieje, tylko po prostu jest, więc nie jest ani trochę dziwne, że można pragnąć odejść z tego świata, od tego, co istnieje, żeby móc spocząć w tym, co po prostu jest […]”

,,[…] mówię i czuję, jak bardzo blisko jest Ales, bo chociaż od jej śmierci minęło już tyle lat, to w łóżku ciągle leży obok mnie, i mówię, że dzisiaj nie chcę, nie dam rady z tobą rozmawiać, Ales, mówię, bo zacznę tylko tak bardzo za tobą tęsknić, za bardzo, mówię i obejmuję Ales, a ona obejmuje mnie i mówię, że na pewno już niedługo znów będziemy razem, ona i ja, i właściwie jesteśmy razem przez cały czas, również teraz […]”

,,[…] rozglądam się po innych w Gospodzie, siedzą ze swoimi piwami i papierosami, które są ich kruchą ochroną przed światem, siedzą, przytrzymując się papierosa i szklanki z piwem, a morze w nich jest ogromne, i podczas sztormu, i podczas ciszy morskiej, kiedy tak siedzą i czekają na następny i ostatni rejs, w jaki się wyprawią, ten, który nigdy się nie skończy, ten, z którego nigdy nie wrócą do domu […]”

Z języka norweskiego przełożyła Iwona Zimnicka, wydawnictwo ArtRage, 2023.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 22.04.2025 na Facebooku.

John Maxwell Coetzee ,,Nadzieja”

,,No więc tak, jest nadzieja, ale nie dla mnie. To z Kafki. Jedno z jego powiedzeń. Paradoksów. Napisał to jako żart, miał do tego rękę jak magik. Wyciągał takie rzeczy jak królik z kapelusza. No, tyle że miał rację – co do siebie, owszem, ale też co do ciebie i do mnie. Co do nas wszystkich. Nadzieja jest, tyle że nie dla nas. Jeśli nadejdzie zbawienie, to nas zaskoczy. Zaskoczy niezmiernie”.

Wydana w styczniu tego roku ,,Nadzieja” to zbiór opowiadań o kobiecych sekretach i refleksyjna wędrówka po świecie uczuć, w których wspólnym mianownikiem jest potrzeba wolności.

W opisie wydawcy czytamy, że ,,Coetzee patrzy na świat oczami kobiet, ukazując najgłębsze ludzkie tęsknoty. Bez patosu, lecz z czułością, która zachwyci każdego wrażliwego czytelnika”.

Sądzę, że jestem dość wrażliwym czytelnikiem i z mojego punktu widzenia, zbiór opowiadań Johna Maxwella Coetzeego faktycznie zachwyca. Językowo jest zwięźle, krótko i na temat. I absolutnie nie zmniejsza to ładunku emocjonalnego, płynącego z dość surowych w formie, ale bogatych w treść zdań.

Tematy, których dotyka autor są uniwersalne, ale nie banalne. Opowiadania, w których główną rolę zagrała ulubiona postać pisarza – Elizabeth Costello – wywarły na mnie szczególne wrażenie. Zmiany zachodzące w wyglądzie i zachowaniu bohaterki w obliczu śmierci, rozważania filozoficzne, notatki, zapiski, relacje z dziećmi, ważne rozmowy z synem.

Jest tu cała gama wrażeń, które podświadomie uruchamiają nasze własne, osobiste przemyślenia, doświadczenia czy wyobrażenia o sprawach trudnych, które nie omijają nikogo. Rozedrganie między tym, co można, a co trzeba. Poruszanie się w ramach konwenansów lub poza nimi, zamyślenie nad moralnością czy granicą tego, co etyczne.

Nie bez powodu, Coetzee jest uważany za mistrza niedopowiedzeń. Te, paradoksalnie czasem znaczą więcej, niż tysiąc słów. Zatem bez zbędnych słów – przeczytajcie. Mam Nadzieję graniczącą z pewnością, że nie pożałujecie.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 06.04.2025 na Facebooku.

Natalia de Barbaro ,,Przędza. W poszukiwaniu wewnętrznej wolności”

,,Ta książka rodzi się we mnie z mieszanki uczuć. Pierwszy jest smutek – bo patrzę z bardzo bliska na kobiety, które trwają w znieruchomieniu, chociaż, paradoksalnie, są w ciągłym ruchu. W rozmowach z przyjaciółkami, w historiach uczestniczek prowadzonych przeze mnie warsztatów, w listach od czytelniczek „Czułej Przewodniczki” wciąż wraca wątek życia w uwikłaniu, życia nie swoim życiem. To wywołuje we mnie poczucie wielkiej straty, jakiegoś kompletnego bezsensu. Potem budzi się oburzenie. I – wreszcie – nadzieja, że możemy się spotkać i że to spotkanie i dla ciebie, i dla mnie będzie ważne. Widzę je jako rodzaj wspólnej wyprawy w poszukiwaniu wewnętrznej wolności – nie takiej wolności, którą ktoś tobie albo mnie miałby wręczyć, ale tej, którą możemy znaleźć w swoim środku”.

– Natalia de Barbaro

Dziś nie będzie recenzji ani nic na jej kształt. Wymarzyłam sobie weekend w temacie nadziei. Dziś będzie o emocjach i o tym, że czasem to nie my wybieramy książki, lecz to one wybierają nas. Przywołują, przyciągają jak po niewidzialnej nitce, a potem zostają, zapisując się w naszej pamięci na dłużej. Czasem na całe życie.

Zastanawiasz się, czemu sięgasz akurat po tę książkę? Czemu spośród tylu dostępnych pozycji, wygrywa dziś właśnie ta? Dlaczego akurat ten tytuł? Być może kluczem jest autor, a może jakiś graficzny element na okładce? Może intrygująca historia związana z powstaniem książki, a może coś bardziej przyziemnego? Czy jest tak, że dziś potrzebujesz trzymać w dłoniach nową, twardą okładkę, a może właśnie tę bardzo wysłużoną, miękką, pomarszczoną, na której czas i doświadczenie innych rąk, zostawiły trwały ślad? Czy ma pachnieć świeżością, bielą kartek, drukarnią czy też strychem, piwnicą, starością?

A może tak jak ja szukasz, czego Ci teraz w życiu najbardziej potrzeba? Ale nie zawsze wiesz, czego Ci potrzeba, więc szukasz intuicyjnie, w niepewności i rozedrganiu. W oczekiwaniu, w którym pokładasz swoje nadzieje. I zawsze, ale to zawsze zwracasz szczególną uwagę na tytuł, który musi mieć w sobie zachętę, obietnicę albo skojarzenie, które wywołuje określone wrażenie. Być może w ten sam sposób obracasz ją i czytasz na odwrocie, aby się z nią zapoznać. Jeśli zaintryguje Cię choćby jedno zdanie, zaczynasz ją kartkować i Twój wzrok pada na losowo wybrany akapit na przypadkowo otwartej stronie. Czasem wystarczy jedno zdanie. Bywa, że kluczem jest jedno słowo.

Zdarza się, że właściwy egzemplarz znajdujesz od razu, innym razem poświęcasz więcej czasu na szukanie tego, co zasłuży na twoją uwagę. I szukasz tak do zwycięstwa. A później zachwycisz się lub przejdziesz obojętnie. Być może się rozczarujesz. Bywa, że ciężar książki Cię pokona, poddasz się nie docierając do jej kresu. A czasem poczujesz ten dziwny uścisk w żołądku i zawód, że to już koniec. W każdym razie, to co czeka na końcu, jest elementem przygody, która skrywa tajemnicę.

Lubię mieć książki pod ręką we własnej domowej bibliotece, ale do licha, jakże niesamowicie lubię zaglądać do publicznych bibliotek, antykwariatów i małych, lokalnych księgarni. Z tego kręgu, ostatnio najczęściej wybieram biblioteki. Czasem czeka tam na mnie już jakaś książkowa towarzyszka, o której obecność poprosiłam uprzednio, a ja cieszę się na to spotkanie. Przyciskam ją do siebie, gdy jest już w zasięgu moich rąk. Lubię jej zapach, zagadkę, która będzie trwać, dopóki się bliżej nie poznamy. A czasem idę w ciemno i o tym, z czym wrócę do domu, decyduje… no właśnie. Przypadek? Nie sądzę.

Jak doszło do mojego spotkania z książką ,,Przędza. W poszukiwaniu wewnętrznej wolności”? Oczywiście po nitce do kłębka, czyli od ,,Czułej przewodniczki”. Jakże to piękny tytuł. Nie mógł mnie nie oczarować. Naturalnie kojarzył mi się też z ,,Czułym narratorem”, co jeszcze bardziej zachęciło do bliższego poznania. Ale nie od razu. O ile ,,Czułą…” przeczytałam kilka lat temu, o tyle po ,,Przędzę…” sięgnęłam po webinarowym spotkaniu, na którym miesiąc temu miałam przyjemność poznać i posłuchać autorki. Moje uczucie oczarowania jej osobą, głośno wyrażona opinia, powrót do zachwytu nad ,,Czułą…” i zawód w związku z nieznajomością ,,Przędzy…”. Natychmiastowa reakcja koleżanki: ,,Mam i mogę jutro przynieść. Chcesz pożyczyć?”. O bogini! Oczywiście, że chcę i stało się słowo.

Ani w pierwszym ani w drugim przypadku nie zawiodłam się czytelniczo na Natalii de Barbaro. Jej książki są dla mnie jak balsam, jak gorąca zupa po dniu pełnym stresu i pośpiechu, jak czyjeś ciepłe dłonie, które w swoich trzymają moje wiecznie zimne, jak pachnąca świeca, która otula światłem i ciepłem.

Tak wiele fragmentów ,,Przędzy” wartych jest zacytowania, że aby je przytoczyć, musiałabym przepisać znakomitą część książki, czego nie uczynię. Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli szukasz drogi do siebie, (a w końcu każda myśląca istota powinna starać się być w zgodzie ze sobą i tym, co jej w środku/duszy/sercu/głowie gra), to ta książka będzie pomocnym drogowskazem. Nie odnajdziesz w niej gotowej recepty na lepszą wersję siebie, ale znajdziesz inspirację, by zacząć szukać swojej przędzy, swoich mocy, talentów, emocji i wszelkich zasobów, dzięki którym zaczniesz tkać własną, wygodną i skrojoną na własną miarę tkaninę, która pomoże ci poszukać drogi do wewnętrznej wolności.

Ten tekst został pierwotnie opublikowany 28.03.2025 na Facebooku.

« Older posts Newer posts »